Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płuca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płuca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2015

Podpułkownik KGB i medycyna nuklearna? To mozliwe!

Medycyna nuklearna to science fiction, czy zaawansowana technika leczenia? Jakie choroby można leczyć radiojodem? Jakie niebezpieczeństwo dla pacjenta i jego bliskich niesie terapia z zastosowaniem pierwiastków promieniotwórczych? Na nurtujące pytania odpowiada dr n. med. Diana Jędrzejuk, adiunkt Katedry i Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami we Wrocławiu.

 

Think Healthy (TH): Diagnostyka i leczenie izotopami brzmi jak opowieść science fiction. Na czym polegają te metody?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: To przecież nie jest science fiction. W latach 30 XX wieku po raz pierwszy zastosowano leczenie nadczynności tarczycy w przebiegu choroby Gravesa z wykorzystaniem radiojodu. Miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych, wkrótce po otrzymaniu jodu 131. Pierwiastek ten charakteryzuje się dobrymi warunkami dla terapii, czyli obecnością promieniowania beta. Nie liczono wtedy aktywności, jaką powinien pacjent otrzymać. Lekarze podawali stałą aktywność radiojodu do czasu, kiedy u pacjenta nie rozwinęła się niedoczynność tarczycy. Już wtedy wiadomo było, że nadczynność jest groźnym zespołem objawów mogącym prowadzić do śmierci. Terapia jodem 131 do tej pory jest to bardzo skuteczna w chorobie Gravesa z nadczynnością.
Leczenie radiojodem to terapia doustna. Izotopy mogą być podawane również dożylnie (np. w leczeniu zmian przerzutowych do kości) i dostawowo (w chorobach zapalnych takich jak np. reumatoidalne zapalenie stawów).
Diagnostyka izotopowa mogła mieć miejsce dopiero wtedy, kiedy zostały skonstruowane przyrządy oceniające rozkład izotopów w organizmie – pierwsza gammakamera została zainstalowana w 1962 r.



TH: Jakie pierwiastki się podaje? Nie jest to szkodliwe dla organizmu?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Podawane pierwiastki nie mogą szkodzić, bo też i tu wyznajemy zasadę „po pierwsze nie szkodzić”. Izotopem, który świetnie nadaje się do diagnostyki i leczenia oraz ma swój jeden organ docelowy (tarczyca) jest jod 131. Poza tym większość badań jest wykonywanych za pomocą technetu (produkt rozpadu molibdenu), który charakteryzuje się:
  • dość krótkim okresem półtrwania,
  • emitowaniem jedynie promieniowania gamma,
  • ograniczonym zasięgu w tkankach,
  • i jest wydalany przez nerki.
Pierwiastki, których podaż doustna może być uważana za szkodliwą (ciekawostka: dodany do herbaty polon był przyczyną zgonu A. Litwinienki), podane dożylnie doskonale działają w terapii. Jest to np. rad 223, który po zaakceptowaniu wyników badań klinicznych został zarejestrowany w leczeniu paliatywnym rozsianych zmian przerzutowych raka prostaty do kości, zmniejszając ból i wydłużając przeżycie.



TH: Czy podawane pierwiastki promieniotwórcze nie powodują nowotworów?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: W medycynie nuklearnej wykorzystujemy izotopy, które nie mają indukować procesu nowotworowego. Wieloletnie obserwacje potwierdziły skuteczność prowadzonych od lat terapii lub pozwoliły np. na zmianę wskazań do leczenia. W leczeniu przerzutów nowotworowych stosowano fosfor 32, lecz okazało się, że dochodzi po nim do niszczenia szpiku. W wyniku obserwacji zmieniono wskazania i fosfor 32 wykorzystuje się obecnie do leczenia czerwienicy prawdziwej bądź nadpłytkowości samoistnej. Zresztą, czy znany jest jakiś lek tak długo stosowany jak jod radioaktywny, który w niezmienionej postaci jest skuteczny i stosowany od ponad 80 lat?
Należy dodać, że w terapii izotopowej nie ma np. masy tabletkowej, czyli de facto pacjent otrzymuje tylko substancję leczniczą.


TH: Jakie choroby można diagnozować z wykorzystaniem metod izotopowych?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Nie zapominajmy, że medycyna nuklearna to i ta klasyczna i ta związana z techniką PET (pierwiastkami promieniotwórczymi). Oznacza to, że diagnostyka dotyczy przede wszystkim chorób onkologicznych.
Poza tym techniki te znalazły zastosowanie w kardiologii, np. angiokardiografia izotopowa, która umożliwia najdokładniejszy pomiar frakcji wyrzutowej serca; czy też scyntygrafię perfuzyjną serca, która pozwala na stwierdzenie martwicy lub uśpienia mięśnia sercowego. Wykonanie scyntygrafii perfuzyjnej serca pozwala na zakwalifikowanie pacjenta – lub nie - do leczenia zachowawczego lub operacyjnego. Tak działają niektóre oddziały kardiologiczne w Zachodniej Europie.
W nefrologii, jedyną ilościową metodą do oceny funkcji nerek jest scyntygrafia. Oceniamy tam jaki jest udział jednej nerki i drugiej w oczyszczaniu (lub też perfuzji) biorąc obie jako całość, czyli 100%. Informacja, że udział nerki lewej to 30% (a prawej 70%) nie oznacza, że ona na swoje 100 % możliwości pracuje jedynie na 30%. Przyjmując, że każda nerka powinna pracować po połowie (czyli po 50%), jedna ma udział niższy, co może wynikać np. z jej mniejszej objętości lub też z jej uszkodzenia. Scyntygrafia przydaje się do wyboru leczenia wodonercza, pozwalając na kwalifikację do zabiegu operacyjnego.
W onkologii detekcja węzła wartowniczego w raku piersi (przed operacją) i czerniaku (po operacji zmiany na skórze) to w tej chwili standard.
Endokrynologia. Scyntygrafia w lokalizacji gruczolaków przytarczyc (szczególnie położonych ektopowo) to najlepsza metoda wizualizacyjna przed operacją – pod oczywistym warunkiem, że jest to gruczolak metabolicznie dość aktywny. Duże i wielkie wola tarczycowe też można obrazować, szczególnie w badaniu hybrydowym jakim jest połączenie trójwymiarowego obrazu scyntygraficznego z obrazem klasycznej tomografii komputerowej. Inne zastosowania to: badania ślinianek, przerzutów nowotworowych do kości, ognisk zapalnych, refluksu żołądkowo-przełykowego czy szeroko zakrojona diagnostyka (w tym PET-owska) guzów neuroendokrynnych. Jest to jedynie wycinek wszystkich badań, które mogą być wykonywane w Zakładach Medycyny Nuklearnej.
Więcej miejsca poświęciłam opisaniu znaczenia klasycznych metod medycyny nuklearnej, bo coraz częściej lekarze sięgają do najnowszych badań, zapominając o scyntygrafii. Nowe techniki są w pewnych przypadkach najlepsze i niezastąpione, ale cały czas badania scyntygraficzne klasycznej medycyny nuklearnej są uzupełniające albo rozstrzygające, zdecydowanie tańsze i niepozostawiające wątpliwości w diagnostyce różnicowej. O tym często się zapomina.


TH: Czy wyżej wymienionych chorób nie można leczyć farmakologicznie? Kiedy sięga się po medycynę nuklearną?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Leczenie izotopowe częstokroć jest leczeniem z wyboru. Czym można leczyć jawną nadczynność tarczycy u osób z nietolerancją lub też z objawami ubocznymi po tyreostatykach np. granulocytopenią lub ciężkim uszkodzeniem wątroby? W takich przypadkach używamy terapii radiojodem. U takich pacjentów wyjściem niedoskonałym jest operacja, która nie gwarantuje uzyskania stabilnej i pożądanej niedoczynności. Przygotowanie do operacji „pacjenta nadczynnego” też jest niełatwe. Bezpieczniej jest operować pacjenta ze stabilną eutyreozą niż chwiejną tyreotoksykozą.
Leczenie drobnych, rozsianych i bolesnych przerzutów do kości jednym wstrzyknięciem radioaktywnego strontu jest łatwe. Pacjent zaraz po iniekcji czuje się dobrze, może natychmiast wracać do domu i do pracy. Coraz częściej wykonywana radiosynowiorteza w chorobach stawów z równoczesnym dostawowym podaniem glikokortykosteroidów uśmierza ból i działa przez kilka miesięcy! Coraz więcej mówi się o diagnozowaniu i leczeniu guzów neuroendokrynnych. Właśnie w ich leczeniu są potrzebne izotopy (emitory promieniowania beta) połączone z analogami somatostatyny (na powierzchni guzów występują receptory dla somatostatyny) Terapia ta jest i skuteczna i celowana, na co teraz zwraca się szczególną uwagę w leczeniu tego typu schorzeń. Chyba już jasno widać przewagę medycyny nuklearnej nad podstawową farmakologią w wybranych przypadkach.


 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dlaczego pacjenci nie przyjmują leków?

Leki są zbyt drogie, a pacjentom brak dyscypliny. Komunikacja pomiędzy lekarzem a pacjentem może pozostawiać wiele do życzenia. Czasami zawodzi przepływ informacji o tańszych środkach farmakologicznych lub potrzebie regularnego przyjmowania leków. Tak rodzi się wolna amerykanka. 


Upragniony compliance

Codzienny kontakt z pacjentem kształci we mnie umiejętność zrozumienia sytuacji chorego. To nieocenione, kiedy z jednej strony muszę być drogowskazem kierującym do zdrowia i jednocześnie muszę zrozumieć pacjenta, czyli mojego partnera w leczeniu. Problem dostrzega także współczesna medycyna, która wzywa lekarzy i pacjentów do współpracy (ang. compliance). Współdziałanie jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu terapeutycznego.

Kiedy praca lekarza jest bez sensu?

Wysiłek lekarzy w niektórych przypadkach staje się bezsensownym, a dzieje się tak między innymi, gdy pacjenci nie chcą współpracować. Krótko mówiąc, jeśli pacjent lekceważy porady i leczy się po swojemu, o sukcesie terapeutycznym możemy zapomnieć. Dużym problemem i wyzwaniem jest dyscyplina chorych dla przyjmowania leków. Pacjenci po pewnym czasie odstawiają medykamenty, przestają przyjmować je w określonych dawkach lub biorą je według własnego uznania.
"Badania dowodzą, że tylko co drugi pacjent przyjmuje leki zgodnie z założeniami terapii. Dotyczy to zarówno chorób ostrych, jak i przewlekłych, symptomatycznych i asymptomatycznych" - twierdzi dr hab. n. med. Przemysław Kardas, kierownik Pierwszego Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Do zaleceń terapeutycznych nie stosują się zarówno osoby z nadciśnieniem, hiperlipidemią i cukrzycą (choroby bezobjawowe), jak i z infekcjami, chorobą wieńcową, astmą i padaczką (choroby objawowe).
pulsmedycyny.pl
Dlaczego tak się dzieje?

Leki są za drogie!

Niektóre leki mają wysokie ceny, co zniechęca część pacjentów. Ich koszt rośnie proporcjonalnie do nakładu, jaki firma wydaje na reklamę preparatu, produkcję kolorowego i nowoczesnego opakowania. Zabiegi te mają spopularyzować lek, dzięki czemu zaistnieje w świadomości lekarzy i chorych. Warto pamiętać o tańszych zamiennikach! Są to leki o takim samym składzie, dawce i działaniu jak droższy środek. Spytaj lekarza lub farmaceutę, czy dostępny jest tańszy zamiennik.
Ciekawostka: wielu pacjentów uważa, że im lek jest droższy tym skuteczniejszy. Nie jest to prawdą. Liczy się składnik leczniczy, a nie cena!

Pojedyncze składniki czy preparat złożony?

Nie jest tajemnicą, że za wygodę trzeba płacić. Tak dzieje się w przypadku preparatów złożonych. Czym one są? Otóż, w jednej tabletce znajdują się dwa lub trzy (lub więcej) składników leczniczych. To duża wygoda dla pacjenta, ponieważ musi przyjmować jedną tabletkę w zamian za połykanie 2 czy 3 pigułek dziennie. Z drugiej strony, wygoda jest droższa. Preparat złożony często kosztuje dużo więcej, jak cena leków pojedynczych. Dla przykładu: 
Np. znany preparat łagodzący skutki przeziębienia ma dwa składniki - paracetamol (osobno kosztuje ok. 4-5 zł) i witaminę C (już od 3 zł), przy czym cały lek kosztuje ok. 18 zł.
Cena Zdrowia, maj-czerwiec nr 8 (2015)
Niestety, nie zawsze możemy zastąpić preparat złożony pojedynczymi środkami.
Ciekawostka: jeśli pacjent ma przyjmować kilka tabletek dziennie, często z jakiś rezygnuje. Dla wygody, bo nie chce mu się co chwilę połykać pigułki. Inni natomiast uważają, że terapia kilkoma lekami jest skuteczniejsza jak połykanie 1 tabletki, pomimo, że mają taki sam skład!


Małe opakowanie jest droższe

Robiąc zwykłe zakupy obserwujemy, że większe opakowanie bardziej się opłaca. Podobne zjawisko występuje w przemyśle farmaceutycznym. Opakowanie 30 tabletek bardziej się opłaca, jak zakup pudełka z 15 pigułkami. Uwzględniając ten fakt, warto zaplanować zakupy w aptece. Warto kupić większe opakowanie leku, który na pewno wykorzystamy. 

Płacisz 100% ceny? Może nie musisz?

Ministerstwo Zdrowia podaje wytyczne, które określają prawa pacjentów do refundacji lub bezpłatnych leków.
Prawo do refundacji posiadają:
  • osoby ubezpieczone,
  • osoby inne niż ubezpieczone, posiadające obywatelstwo polskie, które mieszkają w Polsce i spełniają kryteria dochodowe,
  • osoby posiadające obywatelstwo polskie, które nie ukończyły 18. roku życia lub osoby mieszkające w Polsce, które są w okresie ciąży, porodu lub połogu,
  • osoby, które nie posiadają obywatelstwa polskiego, korzystają ze świadczeń zdrowotnych na zasadach określonych w odrębnych przepisach i umowach międzynarodowych.
Prawo do bezpłatnych leków posiadają:
  • inwalidzi wojenni,
  • osoby represjonowane,
  • małżonkowie inwalidów wojennych i osób represjonowanych, jeśli pozostają na ich wyłącznym utrzymaniu,
  • wdowy i wdowcy po poległych żołnierzach i zmarłych inwalidach wojennych uprawnieni do renty rodzinnej,
  • częściowo również honorowi dawcy krwi, dawcy narządów do przeszczepów i kandydaci na żołnierzy.

Pacjent wie lepiej

Bardzo często można spotkać pacjentów, którzy znają się na leczeniu lepiej. Niektóre sytuacje są zabawne, ale jeśli pacjenci sami modyfikują leczenie, robi się groźnie. Opór pacjentów wynika z nieufności do lekarzy lub przekonania, że pacjent zna siebie lepiej. To przeszkadza w leczeniu i poprawie stanu zdrowia. Oto kilka kwiatków:
Prof. Przemysław Kardas (...) opowiada o chorym na astmę, który przepisanym przez lekarza wziewnym lekiem w aerozolu spryskiwał swojego kota. Pacjent był uczulony na sierść czworonoga, więc uznał, że skoro to zwierzak jest przyczyną dolegliwości, należy go potraktować lekarstwem.
medonet.pl
A z mojego doświadczenia: Pacjent przyjmował lek niewłaściwie. Pomimo rzetelnej informacji jak stosować medykament, czopki doodbytnicze rozpuszczał w zupie. Choremu nie podobała się prawidłowa droga podania, a przecież "z pokarmem i tak trafi do jelita".

Jak się poprawi, to odstawiają leki

Zjawisko powszechne, które dotyczy 80% pacjentów. Jeśli terapia okazuje się skuteczna i chory przestaje odczuwać zgłaszane dolegliwości, odstawia leki. Jest to dla nich oczywiste. Po co przyjmować medykamenty, kiedy objawy minęły? Technika ta niestety nie sprawdza się w przypadku chorób przewlekłych, gdzie dyscyplina przyjmowania leków jest istotna. Warto o tym pamiętać i powtarzać, że leki muszą być przyjmowane zgodnie z zaleceniem lekarza!


 Think Healthy jest także na facebooku i twitterze. Odwiedź i dołącz!


niedziela, 25 maja 2014

Kłęby dymu papierosowego


Mówiąc o paleniu, wyobrażamy sobie kłęby dymu tytoniowego i czujemy zapach papierosów. Bardzo mnie ciekawi jak świadomi są palacze tego, co wdychają i czym to skutkuje...

Dym tytoniowy

Siwe kłęby dymu papierosowego to skutek spalania tytoniu i dodatków znajdujących się w papierosie. Składa się on z fazy rozpraszającej (powietrze) i rozproszonej (drobiny cząstek stałych). W wyniku ciepła, które towarzyszy paleniu papierosów, niektóre związki chemiczne ulegają pirosyntezie dając nowe substancje.
Dym papierosowy zawiera ponad 7000. związków chemicznych, które pośrednio- lub bezpośrednio wpływają na organizm człowieka. Organizacje zdrowia publicznego uznały około 70. substancji za wysoce chorobotwórcze i udowodniły ich negatywne działanie. Stąd można powiedzieć: "jeden papieros, tyle przyjemności!".
Dym papierosowy wchłania się głównie w drogach oddechowych, a nieznaczna część wnika przez przewód pokarmowy. Większość pobranych substancji wędruje do wątroby, która stanowi laboratorium organizmu i centrum detoksykacji. W tym narządzie ulegają przemianom metabolicznym, które niejednokrotnie aktywują je do chorobotwórczego działania (ironia życia...).

Skład chemiczny dymu

Faza gazowa dymu papierosowego składa się głównie z azotu, tlenu, tlenku i dwutlenku węgla. Składniki te stanowią około 80-85% głównego strumienia dymu. Z toksykologicznego punktu widzenia, najważniejszymi lotnymi związkami są: tlenek węgla, amoniak, związki azotu, cyjanowodór, formaldehyd i lotne N-nitrozaminy.
W skład fazy cząstkowej wchodzą m. in. alkaloidy pirydynowe, w tym nikotyna jako główny składnik tej grupy.  Innymi specyfikami są: terpeny, estry kwasów tłuszczowych, węglowodory aromatyczne i in. bardzo niebezpieczne są wolne rodniki CH-, powstające w wyniku pirolizy związków organicznych.  Spośród 60. zidentyfikowanych węglowodorów aromatycznych aż 11. ma udowodnione działanie pronowotworowe. 
N-nitrozaminy to potężna grupa karcynogenów, które stanowią pokaźny odsetek dymu papierosowego. Powstają one zarówno podczas suszenia tytoniu (proces produkcyjny) jak i palenia gotowego produktu. Badania doświadczalne wykazały, że fenole fazy cząstkowej znacznie wspomagają nowotworzenie.
Uprawa tytoniu wiąże się z koniecznością stosowania środków ochrony rośliny lub wspomagających wzrost. Nie są one obojętne dla późniejszego konsumenta. W zależności od pochodzenia tytoniu, dym może być wzbogacony w takie związki jak: DDD, DDT, metabolity kwasu maleinowego. Są to substancje, które przekształcone w organizmie człowieka działają w sposób toksyczny. 
Stosowanie filtrów w papierosach spowodowało pogorszenie wrażeń smakowych używki. W związku z tym koncerny dodają aromaty z ekstraktów tytoniu i aromaty roślinne w celu poprawy właściwości organoleptycznych wyrobu. Obecnie dodaje się mentol (kiedyś dodawano kumarynę, ale związek wycofano).

Karcynogeny

Karcynogeny są to substancje, które działają toksycznie na komórkę i powodują jej transformację nowotworową. Mechanizm uszkodzenia bywa różny, ale w każdym wypadku prowadzi do zaburzenia prawidłowej funkcji komórek. 
Wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne są reprezentowane głównie przez benzo-a-piren. Węglowodory te indukują guzy skóry oraz przełyku i płuca. Benzo-a-piren wykazuje spotęgowane działanie przy współobecności innych związków dymu, jak np. fenolu. 
N-nitrozaminy stanowią grupę związków inicjujących proces nowotworowy. Ich przemiany w organizmie doprowadzają do wytworzenia niestabilnych związków, które tworzą połączenia z DNA. Tworzenie takiego adduktu bezpośrednio wpływa na uszkodzenie materiału genetycznego i nowotworzenie. Są one odpowiedzialne za powstanie gruczolakoraka płuc, guza tchawicy lub błony śluzowej jamy nosowej. Niektóre związki mają także znaczenie w patogenezie raka przełyku i pęcherza moczowego.
Aminy aromatyczne działają podobnie jak wyżej omówione substancje. Są one odpowiedzialne za powstanie złośliwego raka pęcherza moczowego. 
Aldehydy szczególnie drażniąco działają na błonę śluzową dróg oddechowych. Przy głębokiej inhalacji podczas palenia, uszkadzają komórki płuc. Grupa tych związków obejmuje N-nitrozaminy i węglowodory aromatyczne, których działanie już omówiono.
Benzen to bardzo reaktywny związek chemiczny, który jest agresywny dla komórek żywego organizmu. Odpowiada on za wzrost ryzyka powstania białaczki szpikowej, która doprowadza do dysfunkcji składników krwi. Progresja choroby może doprowadzić do zgonu.
Dym tytoniowy obfituje jeszcze w wiele innych organicznych składników. Znaczna ich część stanowi grupę karcynogenów, które na drodze znanego mechanizmu uszkadzają komórki i prowadzą do transformacji nowotworowej. 
Związki nieorganiczne znajdujące się w dymie to: chrom, nikiel, kadm, arsen i ołów (i in.). Nikiel związany jest z patogenezą nowotworów w obrębie płuca. Chlorek kadmu jest substancją drażniącą i przy dużych stężeniach może doprowadzać do zatrucia organizmu. Dotychczas nie stwierdzono jego karcynogennego działania. 
Hydrazyna to substancja, która prowadzi do rozwoju guzów błony śluzowej oraz wątroby.  
Polon-210 jest silnym promotorem dla rozwoju guza płuca u ludzi. Śladowa ilość tego pierwiastka może doprowadzić do uszkodzenia komórek.

Masz ochotę na papierosa?

Jeśli dotarłeś do końca tego artykułu, gratuluję. Myślę, że  warto przeczytać go jeszcze raz, może jutro lub pojutrze. Zawarte informacje nie mają nikogo przestraszyć, podałem suche, zgodne z prawdą wiadomości. Poniżej przedstawiam tabele z wymienionymi najważniejszymi substancjami, jakie fundujesz swoim płucom paląc papierosy. Pozwól, że na koniec nie będę życzył smacznego.

kliknij aby powiększyć 

Piśmiennictwo:
1. Florek E., Skład chemiczny i kancerogenny dymu tytoniowego, Alkoholizm i Narkomania 3/36/99
2. Starek A., Podolak I., Rakotwórcze działanie dymu tytoniowego [w:] Roczniki Państwowego Zakładu Higieny, Warszawa 2009, ROCZN. PZH 2009, 60, Nr 4, 299 - 310.