Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mity Medyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mity Medyczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2015

Mity Medyczne (11) - Kwas mlekowy powoduje zakwasy

Sportowa sylwetka i silne mięśnie to marzenie wielu osób. Zarówno mężczyźni jak i kobiety usilnie trenują na siłowni, by zbliżyć się do własnego ideału. Często, za nadmierne ćwiczenia płacimy bólem mięśni, zmęczeniem i walką z "zakwasami". A czy wiesz, skąd bierze się to przykre wrażenie? Co zrobić kiedy pojawiają się zakwasy?

 

Co się dzieje podczas pracy mięśnia?
Kiedy nasze mięśnie wykonują intensywną pracę, zwiększa się tempo metabolizmu. Komórki mięśniowe szybko produkują energię, a czynią to wykorzystując tlen, glukozę oraz inne związki chemiczne. Produktem jest cząsteczka ATP, która powstaje w dużych ilościach i zaspokaja energetyczny głód miocytów (miocyty to komórki mięśniowe).
Dlaczego komórki mięśniowe są tak energochłonne? Otóż, ATP wykorzystywane jest do pracy włókien mięśniowych, które odpowiadają za skurcz mięśnia. To dzięki tej sile, nasze mięśnie się kurczą, a następnie rozluźniają. 

Szybki trening dla serca

Na treningu serce bije nam znacznie szybciej niż zwykle, po to, żeby mięśnie otrzymywały jak najwięcej krwi bogatej w tlen. Aby tak się stało, podczas treningu oddychamy szybciej - jest to połączenie procesu transportu krwi z momentem jej natlenowania. 
Przeczytaj o funkcji krwi - kliknij.
Jeśli ćwiczymy na umiarkowanym poziomie, krew  dostatecznie odżywia komórki. Wynikiem tego jest wydajny metabolizm glukozy. Powstaje wspomniane już ATP, woda oraz dwutlenek węgla, który wydychamy z powietrzem. Jeśli jednak ćwiczymy intensywniej, podnosimy duże ciężary, długo używamy jednej grupy mięśni, to serce nie nadąża z transportem tlenu. Taka sytuacja powoduje przeciążenie komórek mięśniowych, a także niecałkowitą przemianę glukozy do niepożądanego kwasu mlekowego.

Jak powstają zakwasy?
Zespół opóźnionego bólu mięśniowego (ang. DOMS), potocznie nazywany zakwasami, jest bólem mięśni pojawiającym się w 2. lub 3. dobie po treningu i ustępującym nawet po tygodniu. Jego powstawaniu błędnie przypisuje się obecność kwasu mlekowego w mięśniach (stąd nazwa zakwasy). Substancja ta dzięki krążeniu krwi zostaje wypłukana całkowicie już po 1-2 godzinach po treningu.
Dlaczego zatem odczuwamy dyskomfort?
Podczas forsownych ćwiczeń, po kliku powtórzeniach mamy wrażenie, że trenowany mięsień kurczy się mniej wydajnie. Wtedy też, pomimo usilnych starań, mięśnie słabną, a podniesiony hantel opuszcza się wbrew naszej woli. Jest to mechanizm chroniący nasze stawy i mięśnie przed uszkodzeniami. Podczas wspomnianego bezwiednego opadania ręki, dochodzi także do licznych pęknięć włókienek mięśniowych. Napięte i jednocześnie rozciągane, nie wytrzymują działającej na nie siły.
Sam ból, wywoływany jest obecnością mikrozapalenia w miejscach, gdzie nastąpiło uszkodzenie struktur komórkowych. Mediator zapalenia podrażnia receptory bólowe, ale jednocześnie stymuluje odbudowę zniszczonych tkanek. Nasilenie bólu mięśni nie odzwierciedla rozległości uszkodzeń w mikrostrukturze tkanki. Wrażliwość receptorów bólowych i poziom odczuwania samego bodźca są zróżnicowane u każdego człowieka, a także zależą od innych procesów zapalnych toczących się w organizmie.
Hipoteza, iż to kwas mlekowy jest odpowiedzialny za ból, została podważona już wielokrotnie. Dowiedziono, że ćwiczenia w których napięte mięśnie tylko się kurczą, mimo że produkują kwas mlekowy, rzadko powodują zakwasy.

Co zrobić kiedy boli?
Uważa się, że gorąca kąpiel przynosi ulgę przy opóźnionym bólu mięśniowym. Ciepło miałoby rozszerzać naczynia i ułatwiać wypłukiwanie kwasu, rzekomo odpowiedzialnego za ból.
Co zrobić kiedy wiemy, że to jednak mikrourazy powodują dolegliwości? Od kąpieli lepszym pomysłem jest prysznic, na zmianę ciepłą i chłodną wodą. Spowoduje to rozluźnienie obolałych mięśni i zmniejszenie dolegliwości. 
Pomoże także masaż lub pływanie. Woda delikatnie masuje oraz ochładza dotknięte procesem zapalnym mięśnie. Ponad to, pracujące mięśnie stają się lepiej ukrwione, przez co zostaje wypłukany mediator zapalenia. Okres odbudowy zniszczonych włókienek możemy przyspieszyć jedząc więcej białka, np. jajka, mięso. 
Aby zapobiegać "zakwasom", należy starać się dostosować intensywność wysiłku do siły mięśni. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Mity Medyczne (10) - Zimna kąpiel na upalne dni

Upalne dni mobilizują nas do poszukiwania ochłody. Część osób sądzi, że zimny prysznic przyniesie ukojenie. Czy to prawda, że zimna woda przynosi ulgę i przyjemne orzeźwienie? Czy taki efekt trwa długo? Sprawdźmy! 


Czujniki temperatury

W ludzkiej skórze znajduje się wiele różnych receptorów. Wśród nich są takie, które odpowiadają za czucie ciepła i zimna. Nazywamy je termoreceptoramiTo dzięki nim wiemy, że żelazko jest za gorące, a woda zbyt chłodna, by pływać. Zdolność odczuwania temperatury została wykształcona w toku ewolucji jako mechanizm obronny, pozwalający przetrwać w zmiennych warunkach środowiska zewnętrznego. Ich podstawowym zadaniem jest ochrona przed hipotermią, czyli zbyt niską temperaturą organizmu.  Skomplikowane funkcjonowanie receptorów choć ważne, jest niedokładne. Działają one jak czujniki, które zaokrąglają odczytywane wskazania do pełnych wartości. Nie potrafimy więc dokładnie określić, jaką temperaturę czujemy. Receptory odbierają informację, która przetwarzana jest na proste komendy: "gorąco", "ciepło", "chłodno" lub "lodowato". Ciekawostką jest, że receptory te są wrażliwsze na zimno, niż na ciepło. 
Termoreceptory są zakończeniami komórek nerwowych, które po zebraniu informacji, wysyłają ją do mózgu. Mózg, a dokładnie jego część zwana podwzgórzem, adaptuje organizm do danej temperatury. O regulacji temperatury ciała i gorączce, przeczytasz tutaj.
Poniższe ryciny przedstawiają ciepłotę skóry poszczególnych części ciała: 
temperatura powietrza          20 st.C                                 30 st.C


Zimna kąpiel dla ochłody?

Zimna woda powoduje skurcz naczyń krwionośnych w skórze, co zmniejsza przepływ krwi. Efekt ten powoduje ochłodzenie, bowiem krew nie ogrzewa tej tkanki. Niestety, zimna kąpiel przynosi krótkotrwałą ulgę i orzeźwienie, a nawet odwrotny efekt! Po wyjściu z wody i wyschnięciu może nastąpić zwielokrotnienie odczucia gorąca. Dzieje się tak z kilku powodów:
  • pomiędzy ciepłotą skóry a otoczeniem wzrasta różnica temperatury,
  • następuje gwałtowne rozszerzenie naczyń krwionośnych i krew gwałtownie ogrzewa skórę,  
  • gruczoły potowe potrzebują kilku minut, by znów chłodzić nasze ciało. 
W rezultacie szybko robi nam się gorąco i odczuwamy okresowo większy dyskomfort, jak przed zimną kąpielą. 

Więc jak sobie radzić z upałem?

Dobrym rozwiązaniem jest picie ciepłych napojów, jak herbata lub kawa. Dlaczego nie powinniśmy sięgać po zimne soki? Chłodny napój oziębia nasz organizm, który chcąc utrzymać właściwą temperaturę, produkuje ciepło! W upały powinniśmy pamiętać o właściwym nawodnieniu. Zaleca się picie wody lub wody z sokiem, np. lemoniady. Ilość niezbędnego płynu, jaki należy wypić, można obliczyć z prostego wzoru:

W trakcie upałów powinniśmy także zmienić naszą dietę. Należy zmniejszyć spożywanie czerwonego mięsa, którego metabolizm zabiera dużo wody z naszego organizmu. Posiłki warto wzbogacać w świeże owoce i warzywa. Dostarczają one wody oraz soli mineralnych, które tracimy podczas pocenia. 
Skuteczną ochłodę przynosi zraszanie(!) powierzchni skóry letnią wodą. Woda parując odbiera dużo ciepła, dzięki czemu jest nam chłodniej. 
Ciekawostka: czy wiesz dlaczego cukierki mentolowe przynoszą ochłodę? Mentol działa w jamie ustnej na receptory zimna, które są wrażliwe na temperaturę poniżej 25 stopni Celsjusza! 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Czy pocimy się pod wodą?

Czy pocimy się, gdy jesteśmy pod wodą? Jak nasz organizm traci nadmiar ciepła pod wodą? Na te pytania odpowiadam w sierpniowym wydaniu magazynu Focus!

 

 

środa, 10 czerwca 2015

Mity Medyczne (9) - Zasada 5 sekund

Jedzenie jest okropne, ponieważ poddaje się sile grawitacji. Kiedy upuścimy smakołyk, powinniśmy złapać go w locie lub...? "... lub zaraz po upadku, mamy tylko 5 sekund". Sławna nie tylko w Polsce, ale na całym Świecie zasada pięciu sekund głosi, że w tym czasie bakterie nie zasiedlają pokarmu, który upadł. Najprościej mówiąc, nie zdążą na niego wejść. Czy to prawda?

Pięć sekund nie trwa 5 sekund

Impulsem do medycznego śledztwa w sprawie pięciu sekund, był brak spójności. Zainteresowany tym, ile mam czasu na podniesienie jedzenia, znalazłem informacje o 2, 3 i 5 sekundach, 5 lub nawet 10 minutach. Być może bakterie na różnych szerokościach geograficznych są mniej lub bardziej sprawne fizycznie, ale aż tak? Coś mi nie pasowało. Może ktoś zapamiętał cyfrę "5" ale pomylił sekundy i minuty? Zacząłem szukać.

Naukowcy też upuszczają jedzenie

Jak się okazało, sprawa nie jest taka głupia. Pomyślałem, że to dobrze! W końcu nie zawracam głowy bzdurami. Ale do rzeczy.
W 2003 roku przeprowadzono naukowe studium testujące regułę 5 sekund. Badania prowadziła Jillian Clarke z Uniwersytetu Illinois w Stanach Zjednoczonych (oczywiście, Amerykanie badają wszystko i wszystkich). Pobrała ona próbki z podłóg różnych pomieszczeń uniwersyteckich i poddała je analizie mikroskopowej. Wyniki były zaskakujące. Próbki wcale nie były oblepione bakteriami. Czy to wniosek, że można jeść z podłogi?
Właśnie, zauważono, że wszystkie powierzchnie były gładkie (np. linoleum, kafelki) i suche. Co z mokrymi powierzchniami (np. nasz przedpokój po powrocie z ulewy) lub lepką posadzką (np. podłoga w męskiej ubikacji)? 

Próba numer dwa

Ponowna próba polegała na skażeniu płaskiej i chropowatej powierzchni bakteriami. Następnie na oba podłoża upuszczono pokarm i po takim samym czasie zebrano próbki do analizy. W obu przypadkach liczba bakterii na jedzeniu była podobna. Wynik definitywnie oznaczał, że reguła 5 sekund nie działa.
Oczywiście próbę testowano jeszcze wiele razy i w różnych ośrodkach. Choć zdarzały się wyniki potwierdzające, że 5 sekund to za mało by bakterie przeszły na jedzenie, ostatecznie obalono prawdziwość tego powiedzenia.

Ciekawostka

W innym badaniu (amerykańskim oczywiście) udowodniono, że większość kobiet wierzy w prawdziwość omawianej zasady (około 75% badanych), a panowie okazali się niezdecydowani (50% wierzy a połowa nie).

Wnioski

Usatysfakcjonowany znalezionymi dowodami stwierdzam, że mit medyczny numer 9 jest nieprawdziwy! Oczywiste jest, że decyzja redaktora Think Healthy ostatecznie kończy dyskusję na ten temat. Mam nadzieję, że nikt w to nie wątpi!
Ale... Kiedy spadnie Wam na biały, przywieziony z Turcji dywan miseczka z jagodami, 5 sekund to maksymalny czas na sprzątnięcie! Z pewnością nie macie ochoty, by Wasz wybryk zobaczyła żona, mama lub pedantyczny współlokator.


Think Healthy prosi: podnieś łapkę lub kliknij ptaszka.



Bibliografia

1. Julie Deardorff "Capsule: The five-second rule" The Los Angeles Times, August 9, 2010, accessed January 18, 2011.
2. McGee, Harold (2007-05-09). "The Five-second Rule Explored, or: How Dirty Is That Bologna?". New York Times. Retrieved 2007-05-09.
3. Winners of the Ig Nobel Prize: The 2004 Ig Nobel Prize Winners.
4. "Food Detectives, Episode OF0101". Retrieved 2011-01-31.

wtorek, 26 maja 2015

Czy od małego skaleczenia można umrzeć?

Słoneczna pogoda i bezchmurne niebo zapraszają do wypoczynku na świeżym powietrzu. Coraz więcej pojawia się amatorów kopania piłki, biegania czy jeżdżenia na rowerze. Lekarze szykują się do opanowania tzw. letnich urazów: stłuczeń, skręceń czy złamań. A co z małymi ranami, obtarciami naskórka? Mogą być groźne?


Każdy złapał zająca

I w tym momencie zacząłem się zastanawiać, dlaczego po każdej mojej wywrotce dziadek lub babcia mówili: "O, łapiesz zająca!?". Czy to lokalne powiedzenie, czy ono ogarnia cały kraj? Ale do rzeczy. Każdy z nas nie raz czy dwa przewrócił się i zranił. Czasami zachwianie równowagi skutkowało lekkim obtarciem naskórka, a czasem pojawiała się mocniej krwawiąca rana. Niektórzy mają nawet pamiątki z szalonych zabaw w postaci ciemnych plamek na skórze - to drobne kamyczki, które dostały się do rany i na dobre tam pozostały. Wszystko wskazuje na to, że małe rany nie są groźne.
Tymczasem przybliżę Wam historię z dokumentacji medycznej. Pewnego dnia dziesięcioletnia dziewczynka przewróciła się na asfalcie. Nic wielkiego się nie stało, lekko obtarła sobie łokieć i kolano. Rana mała, ale za to ból nieproporcjonalnie duży. A wyobraźcie sobie co czuła przy dezynfekcji wodą utlenioną... Po dwóch dniach dziewczynka zmarła.

Jakie rozpoznanie?

Dzisiejszy artykuł ma skupić uwagę, jak niedaleko jest od drobnego zranienia do poważnych konsekwencji.
Przyczyną zgonu dziewczynki był tężec, czyli choroba zakaźna powodowana przez bakterię Clostridium tetani. Ta beztlenowa bakteria powszechnie występuje w środowisku. Bytuje w glebie, wodzie czy zwierzęcych odchodach. Nasz kontakt z bakterią jest częsty, ale do zakażenia powinno dochodzić rzadko z uwagi na szczepienie. Problem niestety narasta ze względu na liberalizację tematu wakcynologii i histeryczny ruch antyszczepionkowy. 
Roczna zapadalność na tężec w świecie wynosi około miliona przypadków ze śmiertelnością w granicach 30-50%. 


Tężec w trzech sukniach

Wyróżniamy trzy rodzaje tężca: uogólniony, miejscowy i noworodków.
Tężec uogólniony jest najczęstszą postacią. Na skutek toksyny produkowanej przez bakterię, dochodzi do skurczu różnych mięśni: mięśni żuchwy, twarzy lub grzbietu. Pojawia się rozdrażnienie, ślinotok, uczucie drętwienia pewnych okolic ciała. W dalszej konsekwencji pojawiają się zaburzenia rytmu serca, zlewne poty i odwodnienie. 
Tężec miejscowy jest ograniczony do miejsca zranienia. Pojawia się ból i skurcz mięśni w okolicy rany. Jego odmianą jest tężec głowy, który rokowniczo jest gorszy dla pacjenta.
Tężec noworodków najczęściej występuje przez zakażenie kikuta pępowiny. W tym przypadku zakażenie jest śmiertelne nawet w 90%.

Kiedy zgłosić się do lekarza?

Podejdźmy do sprawy bardzo praktycznie. Kiedy zgłosić się do lekarza? 

kliknij aby powiększyć

Szczepienie

Znając przebieg choroby i wiedząc, jak dramatycznie się kończy, opracowano skuteczny schemat szczepienia przeciw tężcowi. Zawiera on cztery dawki szczepionki, podawane w wieku 2, 4 i 6 miesięcy, a następnie w wieku 18 lat. Prawidłowo przeprowadzenie szczepienie chroni nasz organizm przez 10 lat, czyli do 28 roku życia. Dawki przypominające powinny być powtarzane co 5 - 10 lat.

Think Healthy jest także na facebooku i twitterze. Odwiedź i dołącz!

niedziela, 3 maja 2015

Mity Medyczne (8) - Ołowiany tuńczyk

Oswajanie konsumentów z rybami trwa w najlepsze - i słusznie. Zawierają one nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy oraz wiele składników mineralnych. Ryby powinny zagościć w naszym menu przynajmniej 2 - 3 razy w tygodniu, ale... trzeba uważać na tuńczyka!


Ryba i tuńczyk

Kiedy pojawiają się wyjątki od danego prawidła, budzi się w nas naturalny odruch ucieczki. Skoro jedzenie ryb jest tak mocno promowane, dlaczego należy ograniczyć spożywanie tuńczyka? Czy tuńczyk nie jest rybą? Jest. Ma płetwy, łyski i pływa w wodzie morskiej. Posiada ości i skrzela oraz najprawdopodobniej nie ma ochoty lądować na naszym talerzu.
Popularny tuńczyk (Thunnus thynnus) podobnie jak inne ryby, gromadzi w swoim ciele rtęć oraz ołów. Jego wyjątkowość polega na tym, że zjada duże ilości innych, mniejszych ryb, przez co gromadzi znacznie więcej metali ciężkich. To ich obecność stanowi dla nas zagrożenie i to one są przyczyną obostrzenia.


Ile można zjeść?

Zalecana ilość tuńczyka to około 140 gram tygodniowo. Nie zaleca się spożywania większych ilości, szczególnie przez kobiety w ciąży czy chorych na nadciśnienie tętnicze (w tym przypadku chodzi o zawartość sodu).

Teraz coś pozytywnego

Pamiętając o pewnym ograniczeniu, trzeba wspomnieć o prozdrowotnych składnikach tuńczyka. Jego największą zaletą jest duża zwartość witaminy:
  • A - wpływa ona korzystnie na narząd wzroku,
  • D - chroni kości,
  • B12, która wpływa na produkcję krwinek czerwonych
  • oraz pozostałych witamin z grupy B.
Kolejne bogactwo tkwi w składnikach mineralnych. Tuńczyk obfituje w:
  • selen - wzmacnia odporność,
  • wapń - razem z witaminą D wzmacnia szkliwo i kości,
  • jod, który niezbędny jest do syntezy hormonów tarczycy.
Mięso tuńczyka zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe:
  • omega-3, które usprawniają krążenie krwi w mózgu oraz korzystnie wpływają na połączenia między neuronami, chronią przed miażdżycą i chorobą niedokrwienną serca,
  • omega-6 warunkujące sprawne funkcjonowanie wątroby i nerek, wpływające na wzrost i obniżające "zły" cholesterol (LDL).

wtorek, 17 marca 2015

Homeopatia może być niebezpieczna


Homeopatia stanowi formę medycyny niekonwencjonalnej. Od lat trwają spory dotyczące skuteczności leczenia środkami homeopatycznymi. Czy jest to niedoceniona forma terapii, a może absurd ubrany w naukowe szaty? Warto się nad tym problemem pochylić...



Narodziny nowej szarlatanerii?

Rzucając lotką w oś czasu, trafiamy na przełom XVIII i XIX wieku. Przez zupełny zbieg okoliczności ostrze przebija Samuela Hahnemanna - ojca homeopatii. Był on niemieckim lekarzem, człowiekiem znudzonym standardową medycyną, pionierem i poszukiwaczem nowych możliwości. Tak oto stworzył definicję i prawa homeopatii oraz zaproponował pierwsze środki lecznicze. Swoje innowacyjne pomysły opublikował w roku 1810 w Organon der Heilkunst. Zawarł tam między innymi:
  • zasadę similla similibus curantur (podobne leczyć podobnym) - jeśli jakiś czynnik powoduje utratę zdrowia (np. substancja X powoduje suchość skóry) to lekarstwem będzie podawanie tego czynnika w bardzo małych dawkach,
  • zasadę dynamizacji - ciekawą hipotezę działania leku, który funkcjonuje po specjalnej dynamizacji (co to znaczy? prawdopodobnie sam autor nie widział), przekształceniu się w ducha lekowego, po (cokolwiek znaczącej) potencjalizacji.
Kolejne publikacje: Choroby chroniczne lub Materia Medica Pura pogłębiały tematykę homeopatii wprowadzając nowe i coraz trudniejsze do wyjaśnienia modele terapii.

Kto nie zna Osscillococinnium?

Chyba każdy spotkał się z preparatem o nazwie Osscillococinnium. Jest to środek przeciwgrypowy, który teoretycznie powinien pomóc w zwalczeniu infekcji. Jak ten "lek" działa i jaki jest jego skład?
Białe granulki preparatu zawierają w sobie cukier i... wyciąg z serca i wątroby kaczki. Nie żartuję. Taki oto specyfik ma leczyć grypę.
Być może wyciąg rzeczywiście zmniejsza objawy infekcji. Przyjrzyjmy się ilości "substancji czynnej" w tym preparacie.  
Pojawia się problem, ponieważ nie znajdujemy jasnej informacji. Zwykły człowiek nie dowie się, ile środka leczniczego przyjmuje. Na opakowaniu można znaleźć jednak magiczne oznaczenie w postaci 200K. Czy to 200 stopni Kelwina? Otóż nie. Jest to oznaczenie rozcieńczenia setnego, które wprowadziła francuska firma Boairon. Wracając do ilości substancji czynnej:
  • wyobraźmy sobie, że rozpuszczamy 1 ml wyciągu z serca i wątroby kaczki w 99 ml wody - jest to rozcieńczenie 1:100,
  • 5K - pięć setnych rozcieńczeń daje nam stosunek 1 do dziesięciu miliardów,
  • 200K - rozcieńczenie jeden do... nie wiem jak ta liczba się nazywa, jest to 1:1 i 400 zer.
Czy taka ilość może działać? Nie.

Homeopatia niektórych leczy

Nie trzeba będzie długo szukać, by znaleźć osoby, które jak sądzą, zostały wyleczone metodami homeopatii. Odnotowanie poprawy po środkach homeopatycznych może być mylne i wynikać z:
  • opóźnionego działania leku wcześniej przyjmowanego,
  • wyleczenia samoistnego,
  • pozorne wyleczenie w wyniku efektu placebo,
  • wpływu innych czynników, o których nie sposób mówić w tym miejscu.
Warto też zgłębić temat homeopatii, teorie pamięci wody, energii ducha i in. Pozostawiam to Waszej ocenie, czy chcecie czytać więcej, macie na to czas i czy warto.

Homeopatia może być niebezpieczna

The Guardian wydał przyjemny artykuł (link), w którym padło stwierdzenie:
homeopatia może być niebezpieczna.
Nie jest to wynik medialnej nagonki, szykany ze strony świata nauki czy zwykłej niechęci. Są to uwagi sformułowane po przeprowadzeniu wielu badań i obiektywnej oceny kilku niezależnych zespołów badawczych.

Homeopaci nie pozostają obojętni i sami potrafią przytoczyć własne badania czy statystki. I znów tutaj przychodzi z pomocą zespół badaczy, którzy oceniali jakość tych badań. Wynik nie był zadowalający. Wynik był zły. 

Czy warto zatem ryzykować?

Czy warto leczyć się homeopatycznie? Nie dam prostej recepty. Nie przekonam zagorzałych zwolenników, że ich metoda to zwykłe czary mary. Nie przekonam tych, co i tak lepiej wiedzą (a sporo ich w naszym społeczeństwie). Myślę jednak, że nie warto ryzykować, skoro środki te mogą stwarzać zagrożenie...

piątek, 23 stycznia 2015

Mity Medyczne (7) - Białe zęby są zdrowsze


Zęby to takie twarde twory anatomiczne, które jedni mają w jamie ustnej a inni z utęsknieniem je wspominają. Proste lub krzywe, kształtu szpileczki lub szpachli do odśnieżania. Zielone, niebieskie czy białe. Ważne, żeby były zdrowe. I tutaj rodzi się pytanie: czy białe zęby są zdrowsze od żółtych? 


Zęby człowieka

Jama ustna człowieka skrywa wiele tajemnic. Jedną z nich są zęby. Uzębienie ludzkie reprezentuje typ uzębienia zwierząt wszystkożernych. Oznacza to, że składa się ze ściśle do siebie przylegających zębów, oddzielonych linijnymi przestrzeniami. Zęby zorganizowane są w dwa łuki zębowe - górny i dolny. 


Uzębienie człowieka występuje w dwóch postaciach (fachowo: jest dwuszeregowe): począstkowo mówimy o szeregu zębów mlecznych, które z czasem zastępowane są przez zęby stałe.
Uzębienie mleczne składa się z ośmiu siekaczy, czterech kłów i ośmiu zębów trzonowych - łącznie 20 sztuk. Uzębienie stałe to 32 zęby: zęby trzonowe stają się przedtrzonowymi i pojawia się 12 zębów trzonowych.
Dlaczego człowiek posiada tyle różnych zębów? Każda grupa spełnia inną funkcję przy rozdrabnaniu pokarmu:
  • zęby sieczne mają kształt klina i służą do rozcinania pokarmu,
  • kły są najdłuższymi zębami, przytrzymują pokarm umożliwiając innym zębom jego frakcjonowanie,
  • zęby przedtrzonowe i trzonowe służą do rozcierania pokarmu i jego miażdżenia.

Zęby białe kontra żółte

Kolor zębów to kluczowa sprawa. Ci, którzy chcą uwodzić uśmiechem szczególnie interesują się ich barwą. Bez wątpienia lepsze są zęby żółte i zdrowe jak białe i chore. Czy jednak można powiedzieć, że białe są zdrowsze od żółtych?
Zacznijmy od tego, że barwa zębów jest cechą indywidualną. Nawet poszczególne zęby mogą mieć nieco inny odcień. Za kolor odpowiedzialne jest szkliwo, które może być szare lub żółte, a czasem niebieskie lub brunatne. Barwę warunkuje skład chemiczny szkliwa - głównie proporcja między ilością wapnia i fosforanu. W takim przypadku nie można zgodzić się, że jaśniejsze zęby są zdrowsze. Nieco ostrożniej należy sformułować odpowiedź dla zębów wybielonych. Zależnie od metody wybielania, zeby mogą stać się bardziej kruche. Kruchość nie ma jednak zasadniczego wpływu na zdrowie. 



Piśmiennictwo
1. Marciniak T., Zęby [w:] Anatomia prawidłowa człowieka. "bis", Wrocław 1991, 32-40.
2. [red] Jańczuk Z. Stomatologia zachowawcza. PZWL, Warszawa 2008.

czwartek, 30 października 2014

Mity Medyczne (6) - Jedzenie powoduje ból głowy


To prawda. Niektóre produkty mogą powodować bóle głowy lub powszechnie znaną "migrenę". Jest to dobra informacja dla tych, którzy redukują swoją wagę - mają w kieszeni mocny argument dla przestrzegania diety. Pozostali mają dylemat: jeść i zwijać się z bólu czy obejść się smakiem?


Ból głowy i migrena

Ból głowy powszechnie nazywany jest migreną. Nie jest to synonim, ponieważ słowa te opisują dwa różne stany. Jak je rozróżnić? Najłatwiej: bólem głowy nazywamy wszystkie dolegliwości, które nie odpowiadają cechom migreny.
Migrena są to silne bóle głowy, które mogą trwać do 72. godzin. Charakteryzują się różnym stopniem nasilenia i częstotliwością występowania w ciągu roku. Ból ma charakter tętniący, pulsujący i jest zwykle umiejscowiony po jednej stronie głowy.
Przyczyną bólu są zmiany naczyniowe. W pierwszym etapie naczynia krwionośne są zwężane, w wyniku czego występuje bladość twarzy. Kolejno kapilary rozszerzają się powodując uczucie tętnienia. Ból może być spowodowany jedynie skurczem tętnic.
Wyróżniamy kilka postaci migreny:
  • postać oczna - ból lokalizuje się w okolicy oczodołu, mogą wystąpić nudności i wymioty oraz przejściowe pogorszenie ostrości widzenia,
  • porażenna - to pulsujące bóle głowy połączone z objawami neurologicznymi - np. afazja,
  • stan migrenowy - dolegliwości trwające powyżej 72. godzin.


Jak zapobiegać migrenie? W tym celu można:
  • unikać objadania się i picia nadmiernych ilości płynów,
  • unikać alkoholu,
  • przed snem przemywać twarz zimną wodą,
  • dbać o regularność przyjowania posiłków i dbać o zdrowie fizyczne (sport),
  • unikać pokarmów predysponujących do rozwoju bólu.


Bolesny pokarm

Istnieją pokarmy, które wywołują ból głowy lub migrenę u osób cierpiących na tę chorobę. Trudno jest sporządzić jednorodną listę produktów, które mogą "zaszkodzić". Odpowiedź bólowa na dany posiłek jest reakcją wysoce indywidualną.
Dlaczego jedzenie boli? Zjawisko oparte jest na chemicznym działaniu pokarmu. Zawarte w nim związki powodują dylatację naczyń krwionośnych mózgu, zakwaszają organizm lub reagują z białkami czy hormonami. Wyzwalane reakcje lub powstałe produkty oddziałują na układ nerwowy indukując reakcję bólową.
Produkty wysokiego ryzyka:
  • czekolada - zawiera tyraminę,
  • produkty kofeinowe,
  • niektóre rośliny strączkowe,
  • orzechy arachidonowe,
  • alkohol, głównie czerwone wino,
  • sól i ostre przyprawy,
  • niektóre produkty nabiałowe,
  • ser pleśniowy.


niedziela, 28 września 2014

Mity Medyczne (5) - Przeciwreumatyczne kasztany


Na pewno nie zdawaliście sobie sprawy, jak ważne w naszym życiu są kasztanowce. W maju przypominają nam o maturach, a kiedy spadają kasztany to znak, że nadeszła jesień. Owoce tego drzewa są ładne i prawdopodobnie posiadają moc wypędzania reumatyzmu. Czy to magia czy prawda? Sprawdźmy...


Jesień

Dziś wypada szósty dzień jesieni (28.09), a to oznacza zmianę krajobrazu. Zieleń ustępuje odcieniom żółci i pomarańczu. Słupki termometrów wskazują każdego ranka 0 Kelwinów, a parapet i okna bombardują krople deszczu. Z drzew spadają kolorowe liście, oprócz tych z kasztanowca - je bowiem zżarła dawno zaraza. Kasztanowiec może spuścić nam na głowę swoje owoce, które dzięki ostrym elementom przebiją czaszkę i posiekają mózg.
Kasztany owiane są tajemnicą, niektórzy przpisują im właściwości przeciwreumatyczne. Nie trzeba ich jeść ani wcierać, wystarczy ułożyć pod materacem naszego łóżka. To ciekawe, jak ta dobroczynna moc promieniuje i trafia w centrum reumatyzmu. 

Reumatyzm i powyginane kończyny

Czym jest reumatyzm? Trudno było mi sformułować odpowiedź. Określenie to często łączymy ze starością i trudnościami w poruszaniu. Jeśli sześdziesięciolatka boli staw, to na pewno reumatyzm. Jeśli dolegliwości pojawiają się w wieku lat dwudziestu, mamy do czynienia z przepracowaniem. A tak naprawdę to reumatyzm wcale nie dotyczy tylko osób starszych. W podeszłym wieku zwracamy uwagę na niepokojące objawy, które mogą wystąpić u młodzieży. Społeczne rozumienie reumatyzmu zawężone jest do odczuwania zmian pogodowych, tymczasem, reumatyzm zbiera około 340 jednostek chorobowych! Część z tych zaburzeń ma charater zapalny (rekrutacja komórek odczynu zapalnego, co prowadzi do rozwoju reakcji zapalnej), a inne mają charakter niezapalny.

Co powinno zwrócić uwagę?

Obrzek stawów i ból, szczególnie rano, powinny nas zaniepokoić. Jest to wystarczający objaw, aby udać się do lekarza. Na pewno alarmująca jest poranna sztywność stawów, która ustępuje wraz z kolejnymi godzinami aktywności. Problem w tym, że choroby reumatologiczne są leniwe. Ich objawy pojawiają się powoli i narastają stopniowo. Taka sytuacja pozwala nam przyzwyczaić się do dyskomfortu, a to zaciera postęp choroby. Niestety, często budzimy się z ręką w nocniku, kiedy choroba jest daleko posunięta.
Czy choroby reumatyczne należy leczyć? Oczywiście. Są to poważne zaburzenia, które dotyczą układu ruchu, ale mogą obejmować inne narządy i układy. Problemów reumatologicznych nie należy lekceważyć. 

Rozwiązanie mitu

Pierwsze i podstawowe pytanie: co kasztanom daje moc uzdrawiania? Szukając odpowiedzi na to pytanie, liczyłem na znalezienie związku chemicznego, który łagodzi objawy. Ale... zaraz sobie przyponiałem, że nie mamy ich jeść a ułożyć pod materacem. No i zaczęły się schody. Nie wiem na jakiej zasadzie ich moc promieniuje i leczy nasze choroby reumatyczne. 
Kasztany mają silne działanie energetyczne i są rodzajem anten ją skupiających. (...) Kasztany silnie działają na układ krwionośny i rozszerzają naczynia. (...) Jeden lub dwa noszone w kieszeni w zupełności wystarczą, by pozbyć się np. bólów reumatycznych – dodaje Telesińska.      źródło
Ale jak działają?
Kasztany (jak wszystkie nasiona – zalążek życia) bardzo silnie promieniują. – Nie można sprawdzić, jaki to rodzaj energii, ani jej zmierzyć. Radiesteci mogą jedynie stwierdzić za pomocą wahadła, czy dla konkretnej osoby jest to dobre, czy złe. To sprawa indywidualna – wyjaśnia Zofia Telesińska.
I tyle. Nie wiem jak ta energia promieniuje i przyznam..., że nie bardzo wierzę w takie cuda. Być może wymaga to większej otwartości na magię, ale jakoś medycyna i magia to dla mnie dwa bieguny. Moim zdaniem to po prostu nie działa, a ulgę odczuwamy podświadomie na osi: kasztany pod materacem - mózg - zmniejszenie bólu. Nie udało mi się dotrzeć do innych źródeł, gdzie moc owoców kasztanowca byłaby wyjaśniona.
Pewne jest, że owoce te zawierają saponiny, głównie escynę. To taki związek chemiczny, który ma działanie przeciwzapalne, przeciwobrzękowe i przeciwagregacyjne. Stąd w aptekach można dostać preparaty z dodatkiem owoców kasztanowca. Tyle tylko, że tę maść czy wywar trzeba w siebie wlać lub wysmarować bolesny staw.
Jednoznaczne rozwiązanie mitu przynosi Farmakognozja Ireny Matławskiej:
Preparaty zawierające owoc kasztanowca stosowane są głównie w leczeniu zastoinowych chorób żylnych. Brak jest jakiegokolwiek działania terapeutycznego w reumatyzmie.
Coż więcej można dodać? Tyle, że mit uważam za:




piątek, 5 września 2014

Mity Medyczne (4) - Gorąca kąpiel a jądra


Gorąca kąpiel odpręża i rozluźnia mięśnie, zmniejsza napięcie stawów i otwiera pory skórne. Jest ona szczególnie popularna w okresie jesienno-zimowym, po dniu ciężkiej pracy czy intensywnym wysiłku fizycznym. Dla mężczyzn może oznaczać przegrzanie jąder, co wpływa na ich funkcję. Jak to się dzieje, przeczytasz dalej...


Jądra

Jądra (łac. testes) stanowią wewnętrzne męskie narządy rozrodcze. Początkowo rozwijają się wewnątrz jamy brzusznej, a dalej zstępują do worka mosznowego (do końca 3. miesiąca życia). Każde elipsoidalnego kształtu jądro zajmuje pozycję wewnątrz moszny, która chroni te narządy. Dlaczego jądra zstępują? Prawidłowa funkcja jąder ściśle zależy od temperatury otoczenia. Narządy te "lubią" niższą wartość stopni Celcjusza - około 35 kresek. W takiej atmosferze prawidłowo przebiega proces spermatogenezy, czyli produkcja plemników - męskich gamet.
Każde jądro zbudowane jest z długich cewek, które są odpowiedzialne za produkcję plemników. Światło tych przewodów rozszerza się i łączy tworząc najądrze. Jest to pojedynczy i długi przewód, w świetle którego plemniki nabywają zdolność poruszania się. Jest to także magazyn komórek rozrodczych. Struktura ta przechodzi dalej w nasieniowód, który odporawdza nasienie do cewki moczowej.
Komórki, które budują strukturę jąder odpowiadają także za produkcję testosteronu.

Przegrzanie męskich narządów rozrodczych

Podniesienie temperatury dla jąder oznacza zmniejszoną produkcję plemników, a także testosteronu. Przy jednorazowej kąpieli jest to zmiana minimalna, której nie jesteśmy w stanie zaobserwować. Znaczenie ma długotrwałe i przewlekłe narażenie jąder na wysoką temperaturę. W związku z tym, nie trzeba rezygnować z ciepłych kąpieli czy wizt w saunie, ale należy odpowiednio dozować takie zabiegi.
Co ciekawe, zmniejszona produkcja spermy na skutek przegrzania jąder może być procesem odwracalnym. W niektórych przypadkach celowo naraża się męskie gonady na ciepło, wspomagając antykoncepcję hormonalną. 

Nie tylko ciepło

Warto pamiętać, że nie tylko wysoka temperatura negatywnie wpływa na funkcję jąder. Dodatkowo sprawność tych narządów zmniejsza:

  • siedzący tryb pracy/życia - czynnik ten ściśle koreluje z temperaturą moszny. Jak się okazało, siedzący tryb życia sprzyja wyższej wartości temperatury wewnątrz moszny, co w znanym już mechaniźmie upośledza działanie jąder.
  • noszenie obcisłej bielizny - jak pokazują badania i w tym przypadku mamy do czynienia ze wzwyżką temperatury. Szczególnie niebezpieczna jest bielizna z grubego materiału jak np. skóra.
  • praca w środowisku wysokiej temperatury,
  • zaburzenia przepływu krwi,
  • zaburzenia czynnościowe jąder.

wtorek, 10 czerwca 2014

Mity Medyczne (3) - Telefon komórkowy i mózg


Oto kolejne, bardzo ciekawe pytanie: czy rozmowy telefoniczne wpływają na pracę mózgu? Czas na odpowiedź.


Trochę fizyki...

...ale nie za dużo, żebyście nie uciekli. Jak to się dzieje, że rozmawiamy przez telefon? Z urządzeniami stacjonarnymi jest łatwiej: mówimy do słuchawki, a dalej nasz głos biegnie przez przewód*. Komórki nie mają tego elementu, czyli...? Tak, wszystko leci w powietrze. 
Rozmowy przez telefony komórkowe są możliwe dzięki falom elektromagnetycznym, których częstotliwość mieści się w zakresie mikrofal. Promieniowanie z tego zakresu wykorzystywane jest także w kuchenkach mikrofalowych. 
Bezpieczeństwo prowadzenia rozmów zostało dostrzeżone już kilka lat temu i określono poziom SAR (Specific Absorption Rate). Jest to dopuszczalna moc, jaka może oddziaływać na tkanki naszego organizmu w trakcie rozmowy. Granicę ustalono na poziomie 2 W/kg (wat na kilogram), ale obecne urządzenia mają poniżej 1,5 W/kg. Przy takim promieniowaniu, kilkuminotowa rozmowa może podrzać tkanki o około 0,1 st. C.

Jak wpływają na nas rozmowy?

Długotrwałe rozmowy przez telefon komórkowy wywołują wiele efektów.
Najlepiej zbadanym jest efekt termiczny, który polega na takim oddziaływaniu na tkanki, że następuje wzrost temperatury danej okolicy. Przy rozmowach najbardziej narażona jest okolica małżowiny usznej i oczywiście głowa. W linii prostej, w głąb, idąc od małżowiny znajduje się mózg (przynajmniej teoretycznie*), który odpowiada dosłownie za wszystko. Nadmiar ciepła w tkance mózgowej spowalnia pracę neuronów i może z czasem powodować ich degenerację. Promienie wpływają także na struktury oka - mogą podrażniać rogówkę lub uszkadzać soczewkę.
Poza indukcją ciepła, możemy mówić o wpływie nietermicznym rozmów na nasz organizm. Jest to temat bardzo rozległy i wciąż otwarty. Obenie prowadzonych jest wiele badań, które dokładnie analizują każdy wpływ promieniowania na funkcje życiowe. Poczynając od najprostszych zjawisk, podczas rozmów można czuć ból ucha i pieczenie. Może pojawić się zmęczenie, osłabienie czy ból głowy. U osób nadwrażliwych mogą wystąpić zaburzenia rytmu serca czy nadwrażliwość ze strony układu pokarmowego - bóle brzucha, kurcze, biegunki. Niektóre badania wskazują na możliwość zaburzenia snu przy długotrwałych rozmowach.

Telefony komórkowe kontra mózg

To, co najważniejsze. Jak rozmowy telefoniczne wpływają na ośrodkowy układ nerwowy. 
Na pewno wywołują efekt termiczny, który został wcześniej przedstawiony. Niemniej każde podniesienie temperatury w mózgu (a pamiętajmy, jak mała jest to zmiana) mobilizuje układ krwionośny do odprowadzenia tego ciepła. Dzieje się to za pomocą rozszerzenia naczyń mózgowych i przyspieszenia przepływu krwi.
Ból głowy i uczucie zmęczenia to rzeczywiste efekty, jakie mogą powodować długie rozmowy. Mowa tutaj o czasie powyżej 3-4 godzin, choć granica ta jest wysoce indywidualna.
Warto wspomnieć, czy rozmowy zwiększają ryzyko guza mózgu. To chyba najbardziej interesujący nas temat. Odpowiedź jest bardzo trudna. W świetle aktualnych doniesień naukowych, nadal nie można jasno powiedzieć, czy takie ryzyko istnieje. Publikowane są sprzeczne raporty, jedne wskazują taką możliwość, a  inne ją odrzucają. Wydaje mi się, że większość poważnych prac nie udowadnia możliwości nowotworzenia jako skutku rozmów telefonicznych.

Przezorny zawsze ubezpieczony

Niezależnie od rzeczywistego wpływu rozmów, możemy zminimalizować ryzyko niechcianych następstw. Owo kilka pomysłów:
  - rozmawiając, trzymaj telefon z dala od głowy - korzystaj z opcji głośnika,
  - staraj się rozmawiać jak najkrócej,
  - korzystaj z zestawu głośnomówiącego,
  - w czasie kiedy nie prowadzisz rozmów, połóż telefon w pewnej odległości od siebie.

Ostatecznie, przy braku poważnego wpływu rozmów na organizm, drobne a uciążliwe efekty są widoczne. Zatem:


* odrobina humoru :)

środa, 21 maja 2014

Mity Medyczne (2) - Czytanie po ciemku


Tym razem sprawdzimy mit nadesłany przez Czytelnika. Czy można czytać po ciemku?

 

Czas na rozwiązanie zagadki

Odpowiadając na zadane pytanie, odwołam się do fizjologii i patofizjologii dla narządu wzroku. 
Gałka oczna to skomplikowany narząd receptorowy, który umożliwia barwne postrzeganie świata. Promień świetlny docierający do oczu, przechodzi kolejno przez źrenicę, soczewkę i ciało szkliste. Dzięki obecności rogówki i soczewki, promienie skupiane są na siatkówce. Siatkówka to struktura, która zawiera receptory umożliwiające odbiór wrażeń świetlnych. Czopki i pręciki jako składowe siatkówki zamieniają energię świetlną na impuls elektryczny, który przesyłany jest do ośrodka wzroku. W ośrodkowym układzie nerwowym następuje analiza bodźca i powstaje właściwy obraz, a więc w tej chwili jest to niniejszy post.


Czy wiesz, że...

Czy wiesz, że  pierwszy obraz jaki widzisz, jest odwrócony? Naprawdę! Obraz właściwy, czyli rzeczywisty i nieodwrócony powstaje w mózgowiu. Całe szczęście, że nie trzeba obracać monitora!

Jakie wnioski?

Narząd wzroku jest przystosowany do widzenia w ciągu dnia (kiedy jest jasno) oraz po zmroku. Czytanie lub wykonywanie innych czynności przy małym natężeniu światła, nie wpływa uszkadzająco na struktury oka. Czytanie przy słabym świetle daje odczucie zmęczenia oczu. Może się to objawiać suchością gałki ocznej, jej zaczerwienieniem oraz pieczeniem. Każdy z nas wie, jak wyglądają oczy po nieprzespanej nocy. Czasami mogą dołączyć się chwilowe zaburzenia ostrości widzenia, które wiążą się głównie z suchością zewnętrznych powłok oka (rogówki). 
Mimo, że czytanie po ciemku nie uszkadza wzroku, nie polecam tak robić! Mało się pamięta z fabuły książki.


* Przedstawiony opis stanowi uproszczenie zachodzących procesów.