Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leki. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 sierpnia 2015

Męska pigułka antykoncepcyjna - przełom w medycynie?

Od wielu lat lekarze, biolodzy oraz ludzie biznesu zajmują się ulepszaniem technik antykoncepcji. Unowocześniają najmniejsze elementy, od materiału prezerwatyw po substancje czynne i dawki środków farmakologicznych. Antykoncepcja nadal dotyczy płodności kobiet. Czy istnieją środki regulujące uwalnianie męskich komórek rozrodczych? 


Jak to było dotychczas?

Obecnie stosowana przez płeć piękną pigułka antykoncepcyjna, ma dwa podstawowe zadania: 
  • hamuje wydzielanie hormonu FSH, przez co uniemożliwia dojrzewanie pęcherzyka Graffa i tym samym zawartej w nim komórki jajowej; ponadto zatrzymuje owulację, czyli uwolnienie tej komórki do światła jajowodu,
  • zagęszcza i zmienia skład śluzu wydzielanego w szyjce macicy, przez co zwalnia ruch plemników przedzierających się w górę - do jajowodu, utrudniając ewentualne zapłodnienie. 
Warto przypomnieć, że przemiany biochemiczne zachodzące w człowieku są niezwykle złożone. To właśnie dlatego, nikt nie jest w stanie zapewnić 100% zabezpieczenia przed ciążą, podczas stosowania terapii hormonalnej.


Fabryka gamet

Produkcja męskich komórek rozrodczych, czyli plemników, zachodzi w kilku etapach podczas których rosną i dojrzewają, nabywając specyficznych funkcji.
Sygnał do produkcji plemników, pochodzi z mózgowia, a dokładnie z podwzgórza. Podwzgórze wysyła hormony sterujące właściwą fabryką - jądrem. Jądra, dwa narządy, znajdują się w worku mosznowym (mosznie). Dlaczego mają one tak charakterystyczną lokalizację? Dzięki położeniu poza jamą brzuszną, temperatura ich otoczenia jest o ok. 2 stopnie Celsjusza niższa, niż wnętrze naszego ciała (37°C). Jest to ważne, ponieważ już jeden stopień różnicy może spowolnić lub nawet zatrzymać prokreacyjną linię produkcyjną.
Plemniki powstają w konkretnej części jądra, tzw. kanalikach nasiennych. Są to wielometrowe, U-kształtne przewody, budujące większą część narządu. Powstałe komórki przedostają się dalej do pęcherzyków nasiennych.  W tym miejscu dojrzałe plemniki są czasowo magazynowane.

Jeden pełny proces powstawania i dojrzewania plemników - spermatogeneza, trwa około 72 dni. Cały cykl rozpoczyna się podziałem jednej z komórek budujących ścianę kanalika nasiennego. W pierwszej kolejności rozwija się główka plemnika. Dalej wykształcona zostaje witka i plemnik uwalniany jest do światła kanalika. Witka jako narząd ruchu, pozwala poruszać się w kierunku najądrza. W najądrzu komórka pozostaje około 3 tygodni, podczas których nabywa pełnej dojrzałości i gotowości do zapłodnienia.
Plemniki wykazują ruchliwość. Jest to zdolność do czynnego przemieszczania się przy pomocy ruchu witki. Plemniki posiadają ją przez wiele dni, jednak jeśli w tym czasie nie dojdzie do wytrysku, tracą witalność i obumierają. Organizm pozbywa się ich poprzez polucje nocne, bądź przy okazji najbliższej ejakulacji.
Warunkiem prawidłowego rozwoju i dorastania męskich gamet jest obecność odpowiedniej ilości hormonów FSH, LH oraz testosteronu. Brak lub niedostatek któregoś z nich powoduje spadek wydajności spermatogenezy, a nawet jej zanik.

Czasowa blokada męskiej płodności

Męska antykoncepcja jest możliwa? Do tego właśnie dążą specjaliści z Columbia University. Naukowcy zamiast hormonów chcą bazować na... witaminie A. Witamina ta stanowi cały zbiór retinoidów, wśród których znajduje się kwas retinowy. To w nim naukowcy pokładają największe nadzieje, ponieważ jego obecność jest niezbędna do prawidłowego wzrostu i dojrzewania plemników.
Seria badań przeprowadzona na myszach potwierdziła, iż nawet niewielkie dawki owej "męskiej pigułki antykoncepcyjnej" zapobiegają ciąży. Tabletka zawiera związki blokujące swoiste receptory dla wcześniej wspomnianego kwasu retinowego. Zaburza to spermatogenezę jednocześnie nie upośledzając innych funkcji witaminy A w organizmie (jak np. udział w procesie widzenia).
Badania pokazały również, że podobnie jak w przypadku antykoncepcji "żeńskiej" ta "męska" również jest odwracalna. Produkcja plemników zostaje wznowiona już po kilku dniach od zaprzestania przyjmowania inhibitorów.
Eksperyment na myszach nie dostarczył informacji o skutkach ubocznych, a tym samym przeciwwskazaniach do stosowania tej metody. Jest więc szansa, iż blokery kwasu retinowego okażą się bezpieczniejsze dla zdrowia w stosunku do obecnie stosowanych hormonów.
Znając podejście mężczyzn do antykoncepcji mechanicznej, trzeba się zastanowić: czy statystyczny Kowalski będzie chciał taką pigułkę zażywać? 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Co powinien powiedzieć Ci lekarz?


Pierwiastki stosowane w medycynie nuklearnej znajdują się pewien czas w naszym organizmie. Czy to znaczy, że stanowimy zagrożenie dla otoczenia? O czym lekarz powinien nas poinformować, zanim zaprosi do połknięcia kapsułki? Na te pytania odpowiada dr n.med. Diana Jędrzejuk.


TH: Czy pacjenci boją się izotopów?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Niestety tak. Strach przed izotopami niekiedy potęgują sami lekarze kierujący na badania. Jeśli lekarz kierujący ma odpowiednią wiedzę i potrafi wytłumaczyć ideę badań prostym językiem – pacjenci, oczywiście że z obawą, ale nie z paniką zjawiają się na takiej procedurze. Nie zapomnę i innej sytuacji – młoda dziewczyna z rozpoznanym rakiem brodawkowatym tarczycy, już po operacji i po leczeniu jodem radioaktywnym wysokimi dawkami, powiedziała zupełnie spokojnie, że jest to najprzyjemniejsze leczenie nowotworu jakie mogło ją spotkać. Nie ma żadnych objawów ubocznych typowych dla chemio- czy radioterapii. Połyka się kapsułkę i już. A że trzeba pozostać później kilka dni w szpitalu, to nic nadzwyczajnego. Pacjenci i lekarze źle interpretują zalecany brak kontaktu z dziećmi po podaniu np. jodu radioaktywnego w ambulatoryjnej terapii łagodnych chorób tarczycy. Starsze kobiety nie zgadzają się na leczenie, bo utrudni to kontakt własnymi dziećmi. A przecież tu chodzi o dzieci w sensie społecznym, a nie rodzinnym. Zalecenia z kręgu ochrony radiologicznej pacjenta po leczeniu dotyczą jedynie izotopów promieniowania gamma. Np. leczenie pewnego typu chłoniaków preparatem zawierającym radiokatywny itr (jedynie promieniowanie beta) polega na kilkuminutowym podaniu dożylnym i powrocie pacjenta na oddział bez żadnych istotnych zasad związanych z ochroną przed promieniowaniem. Strach przed promieniowaniem związany jest najczęściej z nieprawdziwymi informacjami powielanymi przez media. Niespełna rok temu wykupiono całe zapasy płynu Lugola z aptek na wieść o (domniemanym) wybuchu w elektrowni na Ukrainie, podczas gdy chodziło o planowe wygaszenie reaktora. Chcę też podkreślić, że cała buteleczka płynu Lugola standardowo starczyłaby dla mieszkańców jednej klatki schodowej, a nie dla jednej osoby. Przestrzegam też przed niekontrolowanym piciem płynu Lugola w celach innych, niż blokowanie tarczycy (stosowane przy użyciu jodu radioaktywnego w połączeniu z nośnikami do diagnostyki i leczenia innych chorób niż choroby tarczycy, np. do pheochormocytoma). Historycznie mamy złe wspomnienia zarówno po Hiroshimie, Nagasaki czy Czarnobylu. Różnica polega na tym, że medycyna nuklearna stosuje izotopy w celach leczniczych przy wnikliwie ocenianych wskazaniach i dość precyzyjnie ustalanych dawkach. Jestem wręcz pewna, że stosowanie każdego leku kupowanego w aptece, nawet na receptę, nie wymaga analizy tak wielu czynników, wykonania tylu badań i oceny wskazań do jego stosowania jak zastosowanie izotopu.  


TH: A co z lekarzami, może i wśród nich są sceptycy?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Nie zajmuję się ciemnogrodem. Być może są lekarze, którzy nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, że istnieje technika PET czy scyntygrafia konwencjonalna, choć osobiście wydaje mi się to nieprawdopodobne. Coraz więcej lekarzy specjalizujących się musi odbyć staże cząstkowe z medycyny nuklearnej (reumatologia, endokrynologia, kardiologia, radiologia). Wtedy przecież można popytać u źródła lub też zobaczyć efekty leczenia. O diagnostyce nie wspomnę, bo widać szczególnie po młodych lekarzach, że diagnozują jedno schorzenie (nie mówię tutaj o sytuacjach zagrożenia życia) wszelkimi dostępnymi metodami jednoczasowo, co stwarza możliwość narażenia pacjenta wręcz na chorobę popromienną. I chodzi mi tylko o stosowanie promieniowana X, a nie ściśle wyliczonych aktywności podawanych w diagnostyce i leczeniu izotopowym. Każde użycie promieniowania musi być przemyślane. I jest. Problem zaczyna się przy konieczności sięgnięcia po kolejne badania. W przypadku medycyny nuklearnej raz podany izotop pozwala na wykonanie wręcz nieskończonej ilości akwizycji. Dodajmy, że zarówno do diagnostyki i terapii są przepisy prawne regulujące maksymalne stosowane dawki. A Zakłady Medycyny Nuklearnej od lat podlegają ścisłej kontroli Państwowej Agencji Atomistyki. Podkreślić należy, że u nas promieniuje raz podany izotop a nie urządzenie, które rejestruje rozkład izotopu w narządzie.


TH: Co się dzieje z pierwiastkiem po jego przyjęciu do organizmu? Czy zagrażam innym osobom?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Pierwiastki dzielą los leków, które otrzymujemy doustnie czy dożylnie. Większość używanych radiofarmaceutyków w diagnostyce dociera do narządów docelowych, zatrzymuje się tam na chwilę i jest szybko z nich wymywane, a następnie wydalane z moczem. Tak zachowuje się technet – emiter promieniowania gamma -  najlepszy i najbardziej popularny izotop  do diagnostyki. Idealny izotop do diagnostyki ma:
  • emitować jedynie promieniowanie gamma, 
  • być o ograniczonym zasięgu w tkankach, 
  • nie narażać otoczenia chorego.
Połączenie ze specyficznymi nośnikami kieruje pierwiastek do odpowiedniego narządu. A że czas połowicznego rozpadu jest krótki (ok. 6 godzin), w przypadku wykonania badania rano, nie skutkuje to koniecznością izolacji od dorosłych członków rodziny.
Przykładowo – wykonanie scyntygrafii tarczycy powoduje wychwyt ok. 5% technetu, po 6 godz. mamy nawet mniej niż 2,5% podanej dawki, kilkakrotne oddanie moczu i nie ma śladu po izotopie. Technet nie bierze udziału w przemianach dokonujących się z udziałem jodu w tarczycy. Zresztą nie lubię demonizować izotopów. Zdecydowanie większą dawkę otrzymuje przeciętny obywatel z promieniowania kosmicznego, ziemskiego, promieniowania ścian w budynkach (radon) niż działalności medycznej. Proszę sobie pomyśleć jak narażone na promieniowanie bywają osoby, które często latają samolotem. I czy ktoś o tym myśli? A dawka taka może być ponad 100 razy wieksza niż ta, którą się otrzymuje średnio przebywając w miastach w Polsce!


TH: A co z dziećmi? Osoba leczona w ten sposób powinna unikać ich obecności?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Np. jod radioaktywny mając czas połowicznego rozpadu ok. tygodnia, który emituje promieniowanie beta i gamma, wymusza pewnego rodzaju izolację pacjenta od dzieci w wieku od zera do lat kilkunastu (również w zależności od tego czy dzieci te wymagają bliskiej opieki, mieszkają w osobnym mieszkaniu ale w jednym domu i spędzają z naszymi pacjentami po terapii praktycznie cały dzień; wszystko rozpatruje się zawsze indywidualnie). Mówimy teraz o terapii jodem radioaktywnym. Oczywiście specjalnie są chronione przed promieniowaniem kobiety w ciąży. Czyli ciąża jest przeciwwskazaniem do stosowania izotopów, a pacjenci po podaniu radiojodu nie powinni się kontaktować (mieszkać, być długo w bliskiej odległości) z kobietami w ciąży. Najbardziej na promieniowanie narażone są komórki, które się dzielą – czyli mówiąc wprost: organizmy rosnące, a nie osoby w wieku starczym czy podeszłym. Czas izolacji i odległość od osoby, która przyjęła leczenie jest zależny od aktywności jodu w połkniętej kapsułce. Zawsze funkcjonuje zasada, że promieniowanie zmniejsza się wraz z kwadratem odległości powinna być brana pod uwagę.
Zupełnie z drugiej strony kilkunastodniowe dzieci mogą mieć wykonaną np. scyntygrafię nerek (z powodu wodonercza czy braku jednej nerki w typowym położeniu w usg). Narażenia małego pacjenta jest niższe, niż w przypadku urografii. I mówimy tu znów o stosowaniu bezpiecznego technetu w diagnostyce. Wszystko zależy więc od tego, jaki stosujemy izotop i w jakim celu. Podkreślać należy na każdym kroku, że podawane aktywności nie są dowolne a ściśle określone prawnie.


TH: Jak długo pierwiastek działa w organizmie pacjenta?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: To oczywiście zależy. Im więcej pacjent wypije płynów tym szybciej wydali niezwiązaną z organem docelowym część izotopu. Reszta zależy od czasu połowicznego półtrwania samego izotopu, od obrotu jodu w tarczycy i promieniowrażliwości samego pacjenta.

TH: Jak jest wydalany?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: W znakomitej większości izotopy wydalane są przez nerki. Jest kilka stosowanych izotopów, które eliminowane są tylko przez przewód pokarmowy (np. rad 223) czy w małym procencie przez przewód pokarmowy a reszta z moczem (gal 67). Nie chcę wspominać o innych drogach eliminacji typu ślina czy pot, bo stanowi to znikomą część. Każdy pacjent otrzymuje pisemne i ustne zalecenia, jak należy się zachować po przyjęciu izotopu.
Nie można chyba obrażać pacjenta mówiąc, że należy zmieniać codziennie bieliznę osobistą lub myć ręce po wyjściu z toalety, a gotując smaczną owsiankę w żłobku nie próbować jej tą samą łyżką, która wędruje potem, bez umycia, z powrotem do garnka. Niemniej jednak, kwestie te są ujęte w pisemnych zaleceniach. W niektórych przypadkach konieczna jest edukacja całej rodziny. Nie zapomnę sytuacji, kiedy pacjent, który miał obiektywne problemy z połykaniem (był po raku, z tracheostomią) wzbudził taką litość we własnej rodzinie, że postanowili spytać czy mógłby dostać kapsułkę wprost do rurki tracheostomijnej. Do dzisiaj jak to wspomnę to mam ciarki na plecach. Kapsułka jodu radioaktywnego jest mała, „zamykana”, standardowa. I normalny pacjent połykający na co dzień wiele tabletek, nie ma żadnych powodów do obaw, że akurat ta kapsułka będzie inna. I nie jest to żadna „kapsuła”, jak mawiają pacjenci. Po takim leczeniu należy koniecznie napisać zwolnienie z pracy, zawsze jeśli się pracuje z małymi dziećmi lub kobietami w ciąży (np. położna, pielęgniarka, przedszkolanka, lekarz ginekolog-położnik) ale również wtedy, gdy np. pracuje się „przy taśmie” 10 godzin mając w odległości mniejszej niż metr z prawej i lewej strony wciąż tę samą osobę. W leczeniu izotopami wymagane jest poświęcenie dużej ilości czasu na wytłumaczenie wszystkiego, co wiąże się z izotopami i zachowaniem pacjenta po przyjęciu izotopu. I zawsze ostatnią rzeczą, jaką pacjent w leczeniu ambulatoryjnym ma do wykonania w Zakładzie Medycyny Nuklearnej jest przyjęcie izotopu. Pacjent ma to zrobić świadomie, po rozwianiu wszelkich wątpliwości i uzyskaniu wszelkich informacji. Również dlatego, że po podaniu izotopu staje się on ruchomym źródłem promieniowania i pozostawanie z naszym personelem niepotrzebnie i dodatkowo naraża nas na promieniowanie.   

piątek, 31 lipca 2015

Podpułkownik KGB i medycyna nuklearna? To mozliwe!

Medycyna nuklearna to science fiction, czy zaawansowana technika leczenia? Jakie choroby można leczyć radiojodem? Jakie niebezpieczeństwo dla pacjenta i jego bliskich niesie terapia z zastosowaniem pierwiastków promieniotwórczych? Na nurtujące pytania odpowiada dr n. med. Diana Jędrzejuk, adiunkt Katedry i Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami we Wrocławiu.

 

Think Healthy (TH): Diagnostyka i leczenie izotopami brzmi jak opowieść science fiction. Na czym polegają te metody?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: To przecież nie jest science fiction. W latach 30 XX wieku po raz pierwszy zastosowano leczenie nadczynności tarczycy w przebiegu choroby Gravesa z wykorzystaniem radiojodu. Miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych, wkrótce po otrzymaniu jodu 131. Pierwiastek ten charakteryzuje się dobrymi warunkami dla terapii, czyli obecnością promieniowania beta. Nie liczono wtedy aktywności, jaką powinien pacjent otrzymać. Lekarze podawali stałą aktywność radiojodu do czasu, kiedy u pacjenta nie rozwinęła się niedoczynność tarczycy. Już wtedy wiadomo było, że nadczynność jest groźnym zespołem objawów mogącym prowadzić do śmierci. Terapia jodem 131 do tej pory jest to bardzo skuteczna w chorobie Gravesa z nadczynnością.
Leczenie radiojodem to terapia doustna. Izotopy mogą być podawane również dożylnie (np. w leczeniu zmian przerzutowych do kości) i dostawowo (w chorobach zapalnych takich jak np. reumatoidalne zapalenie stawów).
Diagnostyka izotopowa mogła mieć miejsce dopiero wtedy, kiedy zostały skonstruowane przyrządy oceniające rozkład izotopów w organizmie – pierwsza gammakamera została zainstalowana w 1962 r.



TH: Jakie pierwiastki się podaje? Nie jest to szkodliwe dla organizmu?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Podawane pierwiastki nie mogą szkodzić, bo też i tu wyznajemy zasadę „po pierwsze nie szkodzić”. Izotopem, który świetnie nadaje się do diagnostyki i leczenia oraz ma swój jeden organ docelowy (tarczyca) jest jod 131. Poza tym większość badań jest wykonywanych za pomocą technetu (produkt rozpadu molibdenu), który charakteryzuje się:
  • dość krótkim okresem półtrwania,
  • emitowaniem jedynie promieniowania gamma,
  • ograniczonym zasięgu w tkankach,
  • i jest wydalany przez nerki.
Pierwiastki, których podaż doustna może być uważana za szkodliwą (ciekawostka: dodany do herbaty polon był przyczyną zgonu A. Litwinienki), podane dożylnie doskonale działają w terapii. Jest to np. rad 223, który po zaakceptowaniu wyników badań klinicznych został zarejestrowany w leczeniu paliatywnym rozsianych zmian przerzutowych raka prostaty do kości, zmniejszając ból i wydłużając przeżycie.



TH: Czy podawane pierwiastki promieniotwórcze nie powodują nowotworów?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: W medycynie nuklearnej wykorzystujemy izotopy, które nie mają indukować procesu nowotworowego. Wieloletnie obserwacje potwierdziły skuteczność prowadzonych od lat terapii lub pozwoliły np. na zmianę wskazań do leczenia. W leczeniu przerzutów nowotworowych stosowano fosfor 32, lecz okazało się, że dochodzi po nim do niszczenia szpiku. W wyniku obserwacji zmieniono wskazania i fosfor 32 wykorzystuje się obecnie do leczenia czerwienicy prawdziwej bądź nadpłytkowości samoistnej. Zresztą, czy znany jest jakiś lek tak długo stosowany jak jod radioaktywny, który w niezmienionej postaci jest skuteczny i stosowany od ponad 80 lat?
Należy dodać, że w terapii izotopowej nie ma np. masy tabletkowej, czyli de facto pacjent otrzymuje tylko substancję leczniczą.


TH: Jakie choroby można diagnozować z wykorzystaniem metod izotopowych?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Nie zapominajmy, że medycyna nuklearna to i ta klasyczna i ta związana z techniką PET (pierwiastkami promieniotwórczymi). Oznacza to, że diagnostyka dotyczy przede wszystkim chorób onkologicznych.
Poza tym techniki te znalazły zastosowanie w kardiologii, np. angiokardiografia izotopowa, która umożliwia najdokładniejszy pomiar frakcji wyrzutowej serca; czy też scyntygrafię perfuzyjną serca, która pozwala na stwierdzenie martwicy lub uśpienia mięśnia sercowego. Wykonanie scyntygrafii perfuzyjnej serca pozwala na zakwalifikowanie pacjenta – lub nie - do leczenia zachowawczego lub operacyjnego. Tak działają niektóre oddziały kardiologiczne w Zachodniej Europie.
W nefrologii, jedyną ilościową metodą do oceny funkcji nerek jest scyntygrafia. Oceniamy tam jaki jest udział jednej nerki i drugiej w oczyszczaniu (lub też perfuzji) biorąc obie jako całość, czyli 100%. Informacja, że udział nerki lewej to 30% (a prawej 70%) nie oznacza, że ona na swoje 100 % możliwości pracuje jedynie na 30%. Przyjmując, że każda nerka powinna pracować po połowie (czyli po 50%), jedna ma udział niższy, co może wynikać np. z jej mniejszej objętości lub też z jej uszkodzenia. Scyntygrafia przydaje się do wyboru leczenia wodonercza, pozwalając na kwalifikację do zabiegu operacyjnego.
W onkologii detekcja węzła wartowniczego w raku piersi (przed operacją) i czerniaku (po operacji zmiany na skórze) to w tej chwili standard.
Endokrynologia. Scyntygrafia w lokalizacji gruczolaków przytarczyc (szczególnie położonych ektopowo) to najlepsza metoda wizualizacyjna przed operacją – pod oczywistym warunkiem, że jest to gruczolak metabolicznie dość aktywny. Duże i wielkie wola tarczycowe też można obrazować, szczególnie w badaniu hybrydowym jakim jest połączenie trójwymiarowego obrazu scyntygraficznego z obrazem klasycznej tomografii komputerowej. Inne zastosowania to: badania ślinianek, przerzutów nowotworowych do kości, ognisk zapalnych, refluksu żołądkowo-przełykowego czy szeroko zakrojona diagnostyka (w tym PET-owska) guzów neuroendokrynnych. Jest to jedynie wycinek wszystkich badań, które mogą być wykonywane w Zakładach Medycyny Nuklearnej.
Więcej miejsca poświęciłam opisaniu znaczenia klasycznych metod medycyny nuklearnej, bo coraz częściej lekarze sięgają do najnowszych badań, zapominając o scyntygrafii. Nowe techniki są w pewnych przypadkach najlepsze i niezastąpione, ale cały czas badania scyntygraficzne klasycznej medycyny nuklearnej są uzupełniające albo rozstrzygające, zdecydowanie tańsze i niepozostawiające wątpliwości w diagnostyce różnicowej. O tym często się zapomina.


TH: Czy wyżej wymienionych chorób nie można leczyć farmakologicznie? Kiedy sięga się po medycynę nuklearną?
Dr n. med. Diana Jędrzejuk: Leczenie izotopowe częstokroć jest leczeniem z wyboru. Czym można leczyć jawną nadczynność tarczycy u osób z nietolerancją lub też z objawami ubocznymi po tyreostatykach np. granulocytopenią lub ciężkim uszkodzeniem wątroby? W takich przypadkach używamy terapii radiojodem. U takich pacjentów wyjściem niedoskonałym jest operacja, która nie gwarantuje uzyskania stabilnej i pożądanej niedoczynności. Przygotowanie do operacji „pacjenta nadczynnego” też jest niełatwe. Bezpieczniej jest operować pacjenta ze stabilną eutyreozą niż chwiejną tyreotoksykozą.
Leczenie drobnych, rozsianych i bolesnych przerzutów do kości jednym wstrzyknięciem radioaktywnego strontu jest łatwe. Pacjent zaraz po iniekcji czuje się dobrze, może natychmiast wracać do domu i do pracy. Coraz częściej wykonywana radiosynowiorteza w chorobach stawów z równoczesnym dostawowym podaniem glikokortykosteroidów uśmierza ból i działa przez kilka miesięcy! Coraz więcej mówi się o diagnozowaniu i leczeniu guzów neuroendokrynnych. Właśnie w ich leczeniu są potrzebne izotopy (emitory promieniowania beta) połączone z analogami somatostatyny (na powierzchni guzów występują receptory dla somatostatyny) Terapia ta jest i skuteczna i celowana, na co teraz zwraca się szczególną uwagę w leczeniu tego typu schorzeń. Chyba już jasno widać przewagę medycyny nuklearnej nad podstawową farmakologią w wybranych przypadkach.


 

sobota, 11 lipca 2015

Jak długo ważna jest recepta? Kto ma prawo do zniżki?

Każdy wie, czym jest recepta. Ten dokument stał się nieodłącznym elementem terapii i często stanowi kropkę nad i konsultacji lekarskiej. Recepta jest także dokumentem, a fakt ten wymusza regulacje prawne. Co najważniejsze dla pacjentów, warto wspomnieć jak długo recepty są ważne, kto ma prawo do zniżek i jak skontrolować, czy lekarz nie popełnił błędu.


Termin ważności recept

Recepta zawierająca antybiotyk = 7 dni od daty wystawienia.
Recepta zawierająca substancje odurzające lub psychotropowe = 14 dni.
Recepta na preparaty sprowadzane w ramach importu = 120 dni.
Recepta na preparaty immunologiczne = 90 dni.
Recepta wystawiona "na przyszłość", tzw. do realizacji od = 30 dni.
Zwykła recepta na pozostałe leki = 30 dni.

A już wkrótce ukaże się pełna treść artykułu!
Śledź Think Healthy na Facebooku i Twitterze!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dlaczego pacjenci nie przyjmują leków?

Leki są zbyt drogie, a pacjentom brak dyscypliny. Komunikacja pomiędzy lekarzem a pacjentem może pozostawiać wiele do życzenia. Czasami zawodzi przepływ informacji o tańszych środkach farmakologicznych lub potrzebie regularnego przyjmowania leków. Tak rodzi się wolna amerykanka. 


Upragniony compliance

Codzienny kontakt z pacjentem kształci we mnie umiejętność zrozumienia sytuacji chorego. To nieocenione, kiedy z jednej strony muszę być drogowskazem kierującym do zdrowia i jednocześnie muszę zrozumieć pacjenta, czyli mojego partnera w leczeniu. Problem dostrzega także współczesna medycyna, która wzywa lekarzy i pacjentów do współpracy (ang. compliance). Współdziałanie jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu terapeutycznego.

Kiedy praca lekarza jest bez sensu?

Wysiłek lekarzy w niektórych przypadkach staje się bezsensownym, a dzieje się tak między innymi, gdy pacjenci nie chcą współpracować. Krótko mówiąc, jeśli pacjent lekceważy porady i leczy się po swojemu, o sukcesie terapeutycznym możemy zapomnieć. Dużym problemem i wyzwaniem jest dyscyplina chorych dla przyjmowania leków. Pacjenci po pewnym czasie odstawiają medykamenty, przestają przyjmować je w określonych dawkach lub biorą je według własnego uznania.
"Badania dowodzą, że tylko co drugi pacjent przyjmuje leki zgodnie z założeniami terapii. Dotyczy to zarówno chorób ostrych, jak i przewlekłych, symptomatycznych i asymptomatycznych" - twierdzi dr hab. n. med. Przemysław Kardas, kierownik Pierwszego Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Do zaleceń terapeutycznych nie stosują się zarówno osoby z nadciśnieniem, hiperlipidemią i cukrzycą (choroby bezobjawowe), jak i z infekcjami, chorobą wieńcową, astmą i padaczką (choroby objawowe).
pulsmedycyny.pl
Dlaczego tak się dzieje?

Leki są za drogie!

Niektóre leki mają wysokie ceny, co zniechęca część pacjentów. Ich koszt rośnie proporcjonalnie do nakładu, jaki firma wydaje na reklamę preparatu, produkcję kolorowego i nowoczesnego opakowania. Zabiegi te mają spopularyzować lek, dzięki czemu zaistnieje w świadomości lekarzy i chorych. Warto pamiętać o tańszych zamiennikach! Są to leki o takim samym składzie, dawce i działaniu jak droższy środek. Spytaj lekarza lub farmaceutę, czy dostępny jest tańszy zamiennik.
Ciekawostka: wielu pacjentów uważa, że im lek jest droższy tym skuteczniejszy. Nie jest to prawdą. Liczy się składnik leczniczy, a nie cena!

Pojedyncze składniki czy preparat złożony?

Nie jest tajemnicą, że za wygodę trzeba płacić. Tak dzieje się w przypadku preparatów złożonych. Czym one są? Otóż, w jednej tabletce znajdują się dwa lub trzy (lub więcej) składników leczniczych. To duża wygoda dla pacjenta, ponieważ musi przyjmować jedną tabletkę w zamian za połykanie 2 czy 3 pigułek dziennie. Z drugiej strony, wygoda jest droższa. Preparat złożony często kosztuje dużo więcej, jak cena leków pojedynczych. Dla przykładu: 
Np. znany preparat łagodzący skutki przeziębienia ma dwa składniki - paracetamol (osobno kosztuje ok. 4-5 zł) i witaminę C (już od 3 zł), przy czym cały lek kosztuje ok. 18 zł.
Cena Zdrowia, maj-czerwiec nr 8 (2015)
Niestety, nie zawsze możemy zastąpić preparat złożony pojedynczymi środkami.
Ciekawostka: jeśli pacjent ma przyjmować kilka tabletek dziennie, często z jakiś rezygnuje. Dla wygody, bo nie chce mu się co chwilę połykać pigułki. Inni natomiast uważają, że terapia kilkoma lekami jest skuteczniejsza jak połykanie 1 tabletki, pomimo, że mają taki sam skład!


Małe opakowanie jest droższe

Robiąc zwykłe zakupy obserwujemy, że większe opakowanie bardziej się opłaca. Podobne zjawisko występuje w przemyśle farmaceutycznym. Opakowanie 30 tabletek bardziej się opłaca, jak zakup pudełka z 15 pigułkami. Uwzględniając ten fakt, warto zaplanować zakupy w aptece. Warto kupić większe opakowanie leku, który na pewno wykorzystamy. 

Płacisz 100% ceny? Może nie musisz?

Ministerstwo Zdrowia podaje wytyczne, które określają prawa pacjentów do refundacji lub bezpłatnych leków.
Prawo do refundacji posiadają:
  • osoby ubezpieczone,
  • osoby inne niż ubezpieczone, posiadające obywatelstwo polskie, które mieszkają w Polsce i spełniają kryteria dochodowe,
  • osoby posiadające obywatelstwo polskie, które nie ukończyły 18. roku życia lub osoby mieszkające w Polsce, które są w okresie ciąży, porodu lub połogu,
  • osoby, które nie posiadają obywatelstwa polskiego, korzystają ze świadczeń zdrowotnych na zasadach określonych w odrębnych przepisach i umowach międzynarodowych.
Prawo do bezpłatnych leków posiadają:
  • inwalidzi wojenni,
  • osoby represjonowane,
  • małżonkowie inwalidów wojennych i osób represjonowanych, jeśli pozostają na ich wyłącznym utrzymaniu,
  • wdowy i wdowcy po poległych żołnierzach i zmarłych inwalidach wojennych uprawnieni do renty rodzinnej,
  • częściowo również honorowi dawcy krwi, dawcy narządów do przeszczepów i kandydaci na żołnierzy.

Pacjent wie lepiej

Bardzo często można spotkać pacjentów, którzy znają się na leczeniu lepiej. Niektóre sytuacje są zabawne, ale jeśli pacjenci sami modyfikują leczenie, robi się groźnie. Opór pacjentów wynika z nieufności do lekarzy lub przekonania, że pacjent zna siebie lepiej. To przeszkadza w leczeniu i poprawie stanu zdrowia. Oto kilka kwiatków:
Prof. Przemysław Kardas (...) opowiada o chorym na astmę, który przepisanym przez lekarza wziewnym lekiem w aerozolu spryskiwał swojego kota. Pacjent był uczulony na sierść czworonoga, więc uznał, że skoro to zwierzak jest przyczyną dolegliwości, należy go potraktować lekarstwem.
medonet.pl
A z mojego doświadczenia: Pacjent przyjmował lek niewłaściwie. Pomimo rzetelnej informacji jak stosować medykament, czopki doodbytnicze rozpuszczał w zupie. Choremu nie podobała się prawidłowa droga podania, a przecież "z pokarmem i tak trafi do jelita".

Jak się poprawi, to odstawiają leki

Zjawisko powszechne, które dotyczy 80% pacjentów. Jeśli terapia okazuje się skuteczna i chory przestaje odczuwać zgłaszane dolegliwości, odstawia leki. Jest to dla nich oczywiste. Po co przyjmować medykamenty, kiedy objawy minęły? Technika ta niestety nie sprawdza się w przypadku chorób przewlekłych, gdzie dyscyplina przyjmowania leków jest istotna. Warto o tym pamiętać i powtarzać, że leki muszą być przyjmowane zgodnie z zaleceniem lekarza!


 Think Healthy jest także na facebooku i twitterze. Odwiedź i dołącz!


sobota, 16 maja 2015

Gorączka: czy należy z nią walczyć?

W naszym społeczeństwie istnieje pewne przekonanie, że gorączka jest wykładnikiem ciężkości choroby. Pojawienie się gorączki jest utożsamiane z poważnym stanem pacjenta. Czy zawsze? Innym ciekawym zjawiskiem jest radykalna walka z gorączką. Kiedy temperatura ciała odbiega od 36,6 st. Celsjusza, przyświeca jeden cel: zbić gorączkę. Ale czy to dobry pomysł?


Kiedy mówimy o gorączce

Muszę Was pocieszyć lub zmartwić, że gorączką nie jest każda temperatura powyżej 36,6 st. Celsjusza. Arbitralnie przyjęto, że gorączka rozpoczyna się wtedy, gdy termometr wskazuje 38 i więcej stopni Celsjusza. Pomiędzy prawidłową temperaturą ciała a wartością 38 kresek znajduje się obszar tzw. stanu podgorączkowego.


Jak należy dokonać pomiaru temperatury ciała? Istnieje kilka metod, które umozliwiają ten pomiar. Oto one:
  • pomiar pod pachą - najpopularniejszy sposób pomiary ciepłoty ciała, koniec termometru umieszczamy w dole pachowym i czekamy od 1 do 5 minut dla uzyskania wyniku,
  • pomiar w ustach - to już mniej powszechna metoda, w której odpowiedni termometr umieszczamy w jamie ustnej, zwykle pod językiem,
  • pomiar w uchu - badanie możliwe do wykonania przy użyciu specjalnego termometru, działającego na podczerwień; rzetelność wyniku w znacznym stopniu zależy od producenta urządzenia mierzącego,
  • pomiar "z czoła" - zasada pomiaru jest tożsama z pomiarem temperatury w uchu, 
  • pomiar w odbycie - metoda stosowana zwykle u niemowląt i małych dzieci,
  • pomiar "ze smoczka" - jedno z nowocześniejszych rozwiązań, w którym ciepłotę ciała mierzy termometr znajdujący się w smoczku.
A co z szybkim pomiarem wykonanym przez przyłożenie dłoni do czoła chorego? Jak się okazuje...
Gorączka stwierdzona pomiarem "na rękę", albo pocałunkiem matki bywa bagatelizowana przez lekarzy, jako niewiarygodna. Uwaga drogie mamy! Okazuje się, że nasze dłonie, to całkiem czułe narzędzie w wykrywaniu gorączki u dzieci. W badaniach naukowych wykazano, że matki nawet w 80% przypadków prawidłowo rozpoznają gorączkę u swojego dziecka. Dla porównania, kiedy to personel medyczny miał oceniać temperaturę dziecka na dotyk, wyniki zgadzały się tylko w 42% przypadków. Jakkolwiek nie należy ignorować matczynych pomiarów, są one niedoskonałe i warto potwierdzić rozpoznanie za pomocą termometru.
doktor-mama.pl

Czym jest gorączka?

Jak wcześniej już wspomniałem, identyfikujemy gorączkę jako stan chorobowy. Tymczasem: gorączka jest objawem i nigdy sama w sobie nie stanowi choroby! Ponadto podwyższona ciepłota ciała jest fizjologiczną reakcją organizmu na czynnik chorobotwórczy. Tak więc gorączka z jednej strony świadczy o walce organizmu, a z drugiej strony jest dowodem sprawności naszego ciała do samodzielnej reakcji. 
Czy gorączka jest wykładnikiem ciężkości choroby? Nigdy w życiu. Po pierwsze, nie wszystkie choroby przebiegają z podwyższeniem ciepłoty ciała. Po drugie, konkretna wartość temperatury jest zmienna osobniczo i każdy z nas może inaczej gorączkować przy tej samej jednostce chorobowej. Po trzecie, bardziej niepokojący jest brak gorączki w momencie, kiedy powinna się pojawić!

Co reguluję ciepłotę ciała?

Dlaczego temperatura naszego organizmu wynosi akurat 36,6 st. Celsjusza? Zastanawialiście się? Wartość ta jest uśrednionym wynikiem pomiaru ciepłoty ciała u ludzi. Nie wszyscy w stanie zdrowia mamy 36,6 kresek. Niektórzy z nas mają temperaturę niższą, np. 36 stopni lub nieco wyższą - 37. 
Co jednak powoduje, że temperatura jest stała? Za jej wartość oraz utrzymanie na stałym poziomie odpowiada część mózgu, którą nazywamy podwzgórzem. Jest to centrum, które zbiera informacje i decyduje jaką temperaturę nadać. Gdy coś się dzieje, wciskany jest czerwony guzik i temperatura rośnie. Pytanie: po co? A właśnie. Gorączka jest kluczowym czynnikiem w mobilizacji organizmu do walki. Powoduje aktywację składników układu odpornościowego do walki oraz sama w sobie zwalcza patogeny - np. przy podwyższonej ciepłocie wirusy gorzej się rozwijają.
A dla ciekawych tematu: wiecie, że temperatura ciała ulega nieznacznym dobowym wahaniom? Najniższa jest rano, a najwyższa wieczorem. To m.in. dlatego podczas przeziębienia najgorzej czujemy się pod wieczór.

Czy zawsze powinniśmy zwalczać gorączkę?

Będąc po lekturze powyższego tekstu, odpowiedź staje się łatwiejsza. Nie zawsze powinniśmy walczyć z temperaturą. Kiedy jednak wytoczyć oręż? Bez wątpienia, kiedy temperatura przekracza 38,5 st. To moment, kiedy musimy wkroczyć z lekami, które obniżą ciepłotę ciała. A jak postępować, gdy wartości są niższe. Łatwo jest napisać, by nie walczyć z gorączką. Wszyscy przechodziliśmy gorączkę i wiemy, jak podle wtedy się człowiek czuje. Jeśli jednak możemy wytrzymać, nie jest to zbyt męczące, nie pojawiają się objawy dodatkowe, poczekajmy z obniżaniem temperatury. 
Kiedy przystąpimy do ochłodzenia ciała, nie musimy od razu sięgać po leki. W celu obniżenia gorączki możemy zastosować:
  • stosowanie zimnych okładów na czoło, kark, w okolicę dołów pachowych i pachwin,
  • kąpiel w wodzie chłodniejszej o 1-2 stopnie od temperatury ciała chorego,
  • picie mleka z miodem i (dla odważnych) z czosnkiem - mikstura ma właściwości napotne,
  • picie herbaty z dodatkiem ziół: czarnego bzu, jeżyny lub lipy, czy z dodatkiem soku malinowego czy samych owoców - herbata taka działa napotnie,
  • stosowanie leków przeciwgorączkowych.

Jakie leki można stosować?

Dla dzieci do 4 miesiąca życie bezpieczny jest paracetamol, który należy stosować ściśle według informacji zawartych na ulotce lub po konsultacji z lekarzem. Powyżej 4 miesiąca można podawać paracetamol lub ibuprofen.
Uwaga! 
  1. Nie stosuj paracetamolu u osób, które chorują na astmę!
  2. Nie podawaj dzieciom aspiryny lub polopiryny!
  3. Dawkę dostosuj do wieku!
  4. Pamiętaj, że tabletki działają po około 30 minutach.

Kiedy udać się do lekarza?

Nie zalecam samodzielnej walki z temperaturą, które uporczywie nawraca. Konsultacja lekarska jest zalecana kiedy:
  • temperatura przekracza 39 kresek,
  • stale nawraca pomimo podawania leków,
  • pojawia się senność, apatia i utrudniony kontakt z chorym,
  • chory odmawia przyjmowania płynów i pokarmu,
  • pojawia się biegunka, wymioty,
  • temperaturze towarzyszy silny ból lub zawroty głowy,
  • pojawia się wysypka,
  • występują drgawki,
  • lub w przypadku dzieci, kiedy obserwujesz niepokojące objawy.

Think Healthy jest także na facebooku i twitterze. Odwiedź i dołącz!

 

niedziela, 5 kwietnia 2015

Poświąteczne wzdęcia, odbijania i zbędne kilogramy


Wpadłem dzisiaj na pomysł otwarcia nowej działalności: stworzę Poświąteczne Pogotowie Dietetyczne! Bylibyście zainteresowani? Myślę, że wiele osób odpowiedziałoby na moje ogłoszenie. Przecież każdy chce pozbyć się dokuczliwych wzdęć, palącej zgagi czy zbędnych kilogramów! Tylko... jaki numer wybrać?


Święta zawsze nie w porę

Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na drobny, ale znaczący fakt. Święta zawsze są nie w porę. Dlaczego? Oto powody:
  • Boże Narodzenie, tradycyjna Wigilia z suto zastawionym stołem i kolejne dwa dni świętowania wypadają... przed sylwestrem! Oznacza to klęskę. Oszałamiająca kreacja sylwestrowa powinna być kupowana zaraz po świętach, kiedy jesteśmy przynajmniej dwa razy tacy, jak przed wieczerzą. Mamy problem, kiedy ubraliśmy się u Armaniego już we wrześniu.
  • Wielkanoc wypada trochę lepiej, ale... Ale od końcówki marca lub początku kwietnia niedaleko jest do wakacji. W wakacje każdy chce odpocząć i czuć się komfortowo. Zwolennicy słonecznych kąpieli nie mogą się doczekać, kiedy wystawią ciało do opalania i... ocenę publiczności. Stąd całe zmartwienie. Lepiej być postrzeganym jako osoba szczupła niż słyszeć: "Patrzcie, morze wyrzuciło wieloryba!".
Podsumowując, na usta ciśnie się prosty wniosek: święta wypadają nie w tedy, kiedy byśmy sobie tego życzyli. Z drugiej jednak strony, nie można postrzegać życia jako ciągu przeciwności losu. Czy jest jakaś metoda na złagodzenie niechcianych efektów?

Firmy farmaceutyczne pocałują Cię w brzuszek

Panaceum leży bliżej, niż myślisz, a składa się z dwóch części. Po pierwsze część rozwiązania zamknięta jest w tabletce uzdrawiającego suplementu diety, a po drugie wszystko zależy od Twojej hojności i grubości portfela. To czy zapłacisz za tabletki, jest prawie pewne. Już dawno temu zauważono, że nie oszczędzamy na zdrowiu i wszystko co może nam pomóc, chętnie testujemy. Na przeciw wychodzą nam firmy farmaceutyczne. Duże koncerny troszczą się o każdego pacjenta*, uspokajają, głaszczą po brzuszku i przytulają. Inne okrywają kocem, rozpalają ogień w kominku i wręczają do ręki kubek gorącej czekolady. Techniki te znane pod postacią reklam, billboardów czy gadżetów z nazwą marki są powszechnie tolerowane. I choć wydaje się nam, że jesteśmy odporni, nieświadomie ulegamy stosowanym zabiegom. To działa dzięki psychologii reklam i nie unikniemy tego wpływu na nas samych.

Domowe sposoby

Zanim kupimy środki farmaceutyczne, warto wypróbować domowe sposoby. Być może nie działają one na wszystkich, ale stosując zdrowy rozsądek i umiar, nie wyrządzą nam krzywdy.

Wzdęcia
Po pierwsze, unikaj produktów wzdymających. Należą do nich: 
  • jabłka, brokuły, kapusta, gruszki,
  • mleku o osób z nietolerancją laktozy i osób starszych,
  • napoje gazowane.
Wzdęcia mogą być spowodowane spożywaniem ciężkich potraw lub szybkim jedzeniem, czy żuciem gumy - wtedy połykamy więcej powietrza.
Domowe środki na eliminację wzdęć:
  • wywar z kopru włoskiego,
  • dodanie imbiru do herbaty,
  • herbata z rumiankiem lub miętowa.
Aktywność fizyczna jak np. spacer także poprawia perystaltykę jelit i przyczynia się do eliminacji gazów.

Zgaga
Zgaga to nieprzyjemne odczucie, które pojawia się zwykle po posiłku. Ma charakter ostrego, piekącego bólu. Zwykle objaw ten występuje po ostrych potrawach, zjedzeniu dużej ilości czekolady, po zbyt obfitym posiłku, po napojach gazowanych czy po alkoholu lub papierosach.
Walczyć ze zgagą możemy przez:
  • picie dużej ilości wody mineralnej lub źródlanej, niegazowanej,
  • herbatę imbirową czy z kminkiem,
  • wypicie szklanki mleka (o ile tolerujemy mleko i zjedzony posiłek "nie gryzie się" z mlekiem).

Ból brzucha
bardzo nieprzyjemny objaw, który wyłącza nas z normalnego funkcjonowania. Kiedy boli brzuch, świat przestaje się kręcić, a my szukamy cichego kąta. Chyba większość pragnie wtedy się położyć i przeczekać najgorsze.
Zanim sięgniemy po tabletki, warto wypróbować:
  • herbatę miętową,
  • herbatę z kwiatem lipy,
  • majeranek czy kminek dodany do potraw,
  • nalewkę z orzecha włoskiego (uwaga! proszę stosować z rozwagą).

Zbędne kilogramy
Czy jest sposób na szybki spadek wagi? Polecam przede wszystkim ruch i sport, dopasowany do wydolności fizycznej, wieku i obciążenia chorobowego. A po drugie, umiar i tzw. dietę MŻ: mniej żre... jeść. Po trzecie: stwosowanie zasad prawidłowego żywienia.


* W tym kontekście słowo pacjent śmiało można zastąpić słowem klient.


Think healthy jest na facebooku i twitterze. Dołącz i bądź na bieżąco! 

poniedziałek, 16 lutego 2015

Doktor Google - prywatna praktyka


Dyżurujący przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Zawsze chętny do pomocy i udzielenia rady. Źródło wiedzy interdyscyplinarnej. Internista, chirurg, seksuolog i psycholog. Idealny. Doktor Google, wzorzec prawdziwego medyka. Lekarz dyżurny Internetu.



Człowiek ma trzy ręce

Współcześni ludzie różnią się od swoich przodków - mają trzy ręce: prawą, lewą i Internet. Obecnie żyjemy w takich czasach, gdzie dostęp do sieci stanowi absolutne must have. Połączenie kablowe to era kamienia łupanego - teraz liczy się dostęp bezprzewodowy. Zresztą... nie ważne. Jeśli nie jesteś on-line to nie istniejesz. Jeśli następuje przerwa w dostępie do Internetu, czujesz się jakbyś stracił, rękę, nogę lub głowę.
Nie będę dzisiaj pisał o surfowaniu. Zaproponowany wstęp pozwala zrozumieć, dlaczego korzystamy z porad dra Google: bo jest szybciej i łatwiej. Konsultację załatwiamy w domu i nie tracimy czasu na kolejki w rejestracji. No i nie martwimy się, czy świecimy na zielono w eWUŚ.

Zdrowie jest popularne

Nie trzeba nikogo przekonywać, że tematyka zdrowotna stała się ostatnio bardzo popularna. Właściwe diety, schematy odchudzania, odmładzanie, wybielanie zębów czy szybki dostęp do specjalisty. To priorytety, którymi się kierujemy.
Jak się okazuje, jedno na dwadzieścia pytań zadanych w wyszukiwarce Google dotyczy zdrowia. To dużo. Z tego powodu firma ulepsza wyniki wyszukiwania. Wyświetlane informacje mają być połączone z Knowledge Graph. Dzięki temu, wyszukując wiadomości o danej chorobie, Google przedstawi nam podsumowanie faktów i kluczowych informacji o schorzeniu. To dobrze, szczególnie, że projekt ma być realizowany w konsultacji z lekarzami.
Pomysł uważam za dobry, ale mam też pewne obawy. Wybaczcie, ale dla polskiego Użytkownika ulepszenie może być niebezpieczne. Przecież my lepiej wiemy, co nam jest, jak dopasować objawy do choroby i jak to leczyć. Wiemy, bo wszystko znaleźliśmy w Internecie.
Według sondażu PBI, 88% respondentów szuka wiedzy na ten temat w sieci, a jedynie 73% czerpie ją od lekarzy i specjalistów.

Jakich informacji szukają w sieci pacjenci?
Aż 65% pacjentów szuka informacji związanych z chorobami, a ponad 40% na temat leków i ich ceny. 33% internautów jest zainteresowana tematem leczenia chorób i zabiegów medycznych, a 29%  czyta wiadomości związanych z odżywianiem i dietą. Na piątym miejscu uplasowały się opinie o lekarzach i placówkach, czyli serwisy, gdzie pacjenci komentują pracę medyków. Pozostałe informacje uzyskały mniej niż 20% odpowiedzi i są to zdrowy styl życia i zdrowie dziecka, prawa pacjenta.
znanylekarz.pl


Studia medyczne

Teraz rodzi się pytanie: po co studiować medycynę? Przecież wszystko jest w Internecie! No właśnie. Przyszedł teraz czas na matczyne nauki. Posłuchajcie i zrozumcie mnie dobrze.
Objawy jakie obserwujecie u siebie, zawsze będzie można dopasować przynajmniej do dwóch chorób - zazwyczaj jest ich wielokrotnie więcej. To specjalista będzie potrafił różnicować schorzenia.
Nigdy nie można opierać się wyłącznie na objawach - ważne jest zbadanie chorego. Potraficie? Lekarz na pewno potrafi.
Jeśli szukacie interpretacji swoich wyników badań, znajdziecie tysiąc podpowiedzi. Przykład? Podwyższone miano białych krwinek (leukocytów) może świadczyć o: wysiłku fizycznym, infekcji, posocznicy lub nowotworze szpiku. Jak sami poradzicie sobie z interpretacją? Nie róbcie tego, nigdy nie leczy się wyników, a pacjenta.

Aż 52% badanych pacjentów podjęło próbę leczenia na podstawie informacji uzyskanych w internecie, bez konsultacji z lekarzem czy farmaceutą. I kolejne zaskoczenie: 92% z tych osób uznało, że to leczenie okazało się skuteczne (...).
znanylekarz.pl

Musicie wiedzieć, że nieprawidłowe leczenie może zamaskować rzeczywisty problem i utrudnić całkowity powrót do zdrowia. Proszę, nie leczcie się sami. 

Zachować dystans

Nie ma nic złego w pogłębianiu swojej wiedzy. Jeśli szukacie informacji z zakresu patofizjologii i leczenia chorób, to dobrze. Nie próbujcie jednak później udowadniać, że znacie się na tym lepiej jak lekarz. Bo tak nie jest.


Szukając informacji, wybierzcie wiarygodne źródło. Mój blog to cząstka małej kropli rzetelnych serwisów medycznych, zagubiona w oceanie bzdurnych porad. Najgorsze są fora internetowe...

poniedziałek, 9 lutego 2015

Szczepienia w cieniu Watykanu?


Stoję wśród tłumu na rampie. Jest tłoczno. Z przodu coś się dzieje. Jedni idą na prawo, a drudzy skręcają w lewo. Co dzieli tych ludzi na dwa obozy? Nie wiem, zaraz zobaczę. Jeszcze parę kroków i dowiem się, o co chodzi. Zamykam oczy, podchodzę. Co widzę? Punkt szczepień! To szczepienia selekcjonują ten tłum...


Lewa i prawa strona

Symbolika lewej i prawej strony jest mocno zakorzeniona w religii, nie tylko chrześcijańskiej. Motyw ten pojawia się także wśród wierzeń wschodniej części Morza Śródziemnego.
W Starym Testamencie prawa strona (prawa ręka) uważana jest za lepszą, niosącą błogosławieństwo. (...) Gdy przedstawiane są panny mądre i panny głupie, pierwsze z nich stoją po prawej stronie Jezusa, a drugie po Jego lewej stronie. (...)
opoka.org.pl
Do czego zmierzam? Nie, nie będę prowadził katechezy dla tych, którzy zwątpili w vis major. Będę mówił o szczepieniach, ludziach którzy je doceniają i tych, którzy stoją po lewej stronie. 




Zaszczep w sobie wiedzę

Zanim przejdę do właściwego tematu, uchylę rąbka swoich marzeń. Liczę, i pewnie obnażam swoją naiwność, że ludzie zaczną się kiedyś wzajemnie słuchać. Słuchać, a nie obrzucać błotem, łajnem lub pomyjami. Tak, właśnie. Chciałbym, aby każdy potrafił zrozumieć drugą osobę przez spokojne wysłuchanie tego, co rozmówca ma do powiedzenia. Idąc dalej, chciałbym, aby przeciwnicy szczepień otworzyli swoje umysły na argumentację tych, którzy mówią: szczepienia nie szkodzą
Weźcie pod uwagę historię wakcynologii, doniesienia naukowe, opinie ekspertów i całych zespołów badawczych. Nie stójcie jak malowane ciele i nie wywracajcie oczu jak opętani. Mamy XXI wiek, a wy cofacie wszystkich do kamienia łupanego! Dlaczego? Bo depczecie odporność zbiorową, która obecnie znaczy tyle, co obietnica godnych zarobków w Polsce.
Autor

Szczepienia z płodów po aborcji

Temat szczepień jest tak istotny, że można o nim usłyszeć z kościelnej ambony. Tak się stało w lipcu, jak poinformowała nas Gazeta Wyborcza. Czy jest to prawda? Nie. Zapewniam Was, że płody nie są wykorzystywane do produkcji szczepionek, ale... Prawdą jest, że pojedyncze ludzkie komórki są stosowane do  hodowli wirusów. Te z kolei są brane do produkcji szczepionek - wyjaśnia szef fundacji Zdrowe Dziecko, Czesław Czechyra. Jaka jest różnica między komórką a płodem? Chyba sami wiecie

Skąd pochodzą owe komórki? Nie jest to tajemnicą, jak informują antyszczepionkowcy, że komórki pobierane są od płodów. Rzeczywiście tak się dzieje. Proceder ten nie jest zbrodnią przeciw ludzkości i życiu. Choć temat jest bardzo trudny (szczególnie dla polskich katolików), zabiegi regulowane są ścisłymi wytycznymi prawnymi oraz moralnymi. Nad wszystkim czuwają Komisje Bioetyki. Zaufajcie mi i naukowcom, to nie jest zaniedbane podwórko, po którym biegają bezpańskie psy. 
Ile płodów jest uśmiercanych? Obecnie zero! W dzisiejszych czasach wykorzystuje się dwie linie komórkowe: WI-38 oraz MRC-5. Pochodzą one z płodu męskiego i żeńskiego, abortowanego na życzenie w Szwecji. Każda z linii komórkowych to namnożone fibroblasty płucne - komórki, które mają duże zdolności proliferacyjne (zdolność do podziału, mnożenia się). Zdolne są także do intensywnej produkcji białek, m. in. kolagenu. 

Watykan o wszystkim wie

Ponieważ prace nie były prowadzone w podziemiu, hierarchia Watykanu dobrze wie o prowadzonych zabiegach. Dla katolików temat szczepionek z płodów jest jak drzazga wbita pod płytkę paznokciową. Mimo tego, Watykan i Pontificia Academia PRO VITA w 2005 roku zabrała głos. Wydany dokument informuje:
  • należy wybierać katolicką alternatywę jeśli taka jest,
  • należy kontestować szczepionkę jeśli takiej nie ma.
Co to oznacza? Jeśli nie ma alternatywy, a szczepionki działają celem chronienia ludzkiego zdrowia (nie bez znaczenia była tu kwestia zagrożenia, jakie stanowi wirus różyczki dla ciężarnych), to trzeba je stosować. Jest to wtedy zgodne z etyką, sumieniem i wiarą.

Bioetyka

Nie podejmowałbym sam tematu etyki przy produkcji szczepień z linii komórkowych. Na szczęście prof. Zbigniewem Szawarski, przewodniczący Komitetu Bioetyki PAN uprościł mi zadanie:
Mamy wreszcie spór, który byc może uświadomi wszystkim, że znajdujemy się w punkcie zwrotnym. Pora już podjąć decyzję, w jakiego rodzaju społeczeństwie chcielibyśmy żyć. A stoimy wobec wyboru dwóch modeli ładu moralnego. Jeden to społeczeństwo ludzi wiary, których sumienia – oświecone Duchem Świętym i nauką moralną Kościoła – roszczą sobie prawo do narzucania innym, co mają myśleć i jak mają żyć.
Drugi model to społeczeństwo, w którym nie istnieje podział na sumienia oświecone i nieoświecone, lepsze i gorsze, zdrowe i chore. Wszystkie sumienia są równe i każdy ma prawo żyć zgodnie z własnym, szanując wspólnie przyjęty porządek prawny.

Co teraz?

Myślę, że dzisiejszy artykuł rozwiał pewne wątpliwości lub tajemnice. Nie przekonam antyszczepionkowców i tych, którzy i tak wiedzą lepiej. Jeśli słyszę: nie, bo nie!, to choćbym stanął na głowie, nic nie osiągnę. Przykładów nie trzeba daleko szukać - rok 2010 i dzieło ks. Pawła Bortkiewicza TChr. Śmiać się czy płakać?
Cóż, szykuję się na atak ludzi spod znaku "Anty" - tych co stoją po lewej stronie. Głupich panien. Liczę jednak, że dotrę do wszystkich, którzy chcą poszerzyć swoje horyzonty, aby później wydać własną opinię. Tak powinna wyglądać merytoryczna dyskusja.
Teraz udaję się do swojego zamku, bo widzę tuman kurzu i kawalerię "Anty".